Commento e traduzione in lingua polacca Izabella Teresa Kostka.
Komentarz i przekład z włoskiego Izabella Teresa Kostka.

****


Quando l’ispirazione incontra la vita reale, nasce la poesia capace di trasmettere le diverse sfaccettature del cammino umano in modo convincente, limpido e mai artificioso. La poesia di Carmelo Cossa appartiene alla tradizione lirica contemporanea che pone al centro dell’attenzione il vissuto umano prima della sperimentazione linguistica. La sua arte poetica non nasce dall’esigenza di sorprendere il lettore attraverso la complessità formale e lessicale, ma dalla volontà di restituire autenticità e di dare voce all’emozione e alla memoria.
L’elemento più interessante della raccolta poetica qui presentata è la capacità di trasformare ricordi personali in immagini facilmente condivisibili. Attraversiamo insieme al poeta una dimensione lirica nella quale incontriamo la sua casa natale, la madre, il silenzio di una stanza, una fermata dell’autobus, un uomo caduto sull’asfalto, una rosa, il vento, la ragazza con lo smartphone e molte altre visioni. Tutto diventa lo spunto per una profonda riflessione sul destino dell’uomo contemporaneo. L’io lirico dell’autore non resta chiuso nello spazio strettamente autobiografico, ma spalanca le porte, aprendosi a una dimensione collettiva, nella quale la sofferenza individuale incontra quella del mondo.
Carmelo Cossa usa un verso libero, quasi narrativo, con una sintassi limpida e trasparente, ricca di immagini dirette e quotidiane.
Da sottolineare è sicuramente il fatto che la sua poesia rivela una straordinaria sensibilità etica. Alcuni componimenti, come “La nostra meta”, “L’eco del mondo vero” e “Un battito di luce sull’asfalto”, affrontano tematiche di impronta civile nate dall’osservazione attenta della realtà contemporanea. Si tratta di una meditazione sul costante impoverimento delle relazioni umane, sottomesse all’onnipresenza della tecnologia, rappresentata nelle poesie dagli smartphone, e sulla necessità di ritrovare gentilezza, empatia e solidarietà. In questo senso la poesia stessa diventa un atto di resistenza culturale e di ribellione.
Accanto alla dimensione civile troviamo testi dedicati ai ricordi individuali e familiari e agli affetti perduti: sono proprio questi alcuni dei componimenti più intensi e commoventi dell’intera raccolta.
Nella struttura tematica dei testi non manca neppure l’amore, che brilla come una forza nobile e tenera, mai possessiva, fatta di attesa, delicatezza, attenzione e cura reciproca. L’intimità e il desiderio, descritti con eleganza e misura, diventano il simbolo di una ricerca di autenticità nei rapporti interpersonali.

Carmelo Cossa ci commuove e ci racconta vicende vicine a ogni anima umana. Parla in modo diretto e sincero a ciascuno di noi senza rinunciare alla profondità. La sua forza non si basa sugli effetti dei “fuochi d’artificio”, ma sulla sincerità dello sguardo, dei gesti, del respiro e dei sentimenti universali. È la poesia di un amico sincero che invita il lettore a fermarsi e a ritrovare, tra le righe, la parte più autentica di sé. Ed è proprio questo il potere più straordinario della poesia.

Buona lettura!

Izabella Teresa Kostka
Luglio 2026

*


Kiedy natchnienie spotyka się z prawdziwym życiem, rodzi się poezja zdolna ukazać różnorodne oblicza ludzkiej ziemskiej drogi w sposób przekonujący, przejrzysty i pozbawiony sztuczności.
Poezja Carmela Cossy należy do współczesnej tradycji lirycznej, która stawia w centrum uwagi ludzkie doświadczenie, a nie eksperyment językowy. Jego sztuka poetycka nie rodzi się z potrzeby zaskakiwania czytelnika formalną i leksykalną złożonością, lecz z pragnienia przywrócenia autentyczności oraz nadania głosu emocjom i pamięci.
Najbardziej interesującym elementem prezentowanego cyklu poetyckiego jest umiejętność przekształcania osobistych wspomnień w obrazy, z którymi łatwo może utożsamić się każdy czytelnik. Razem z poetą przemierzamy liryczną przestrzeń, w której spotykamy jego rodzinny dom, matkę, ciszę pokoju, przystanek autobusowy, człowieka leżącego na asfalcie, różę, wiatr, dziewczynę ze smartfonem i wiele innych obrazów. Wszystkie te wizje stają się punktem wyjścia do głębokiej refleksji nad losem współczesnego człowieka. Liryczne “ja” autora nie pozostaje zamknięte w ściśle autobiograficznej przestrzeni, lecz otwiera szeroko drzwi, wychodząc ku wymiarowi zbiorowemu, w którym indywidualne cierpienie spotyka się z cierpieniem całego świata.
Carmelo Cossa posługuje się wierszem wolnym, niemal narracyjnym, o przejrzystej i klarownej składni, bogatej w bezpośrednie, codzienne obrazy.
Na szczególne podkreślenie zasługuje niezwykła wrażliwość etyczna jego poezji. Niektóre utwory, takie jak “La nostra meta”, “L’eco del mondo vero” czy “Un battito di luce sull’asfalto”, podejmują tematykę o charakterze społecznym, wyrastającą z uważnej obserwacji współczesnej rzeczywistości. Jest to refleksja nad postępującym zubożeniem relacji międzyludzkich, podporządkowanych wszechobecności technologii, symbolicznie obecnej w przytoczonych poniżej wierszach poprzez smartfony, oraz nad potrzebą odzyskania życzliwości, empatii i solidarności. W tym sensie sama poezja staje się aktem kulturowego oporu i buntu.
Obok wymiaru społecznego odnajdujemy utwory poświęcone osobistym i rodzinnym wspomnieniom oraz utraconym uczuciom. To właśnie te teksty należą do najbardziej poruszających i przejmujących w całym cyklu. W tematycznej strukturze wierszy nie mogło zabraknąć również miłości, która jaśnieje jako siła szlachetna i łagodna, wolna od pragnienia posiadania, zbudowana z oczekiwania, czułości, troski i wzajemnej opieki. Intymność i pragnienie, opisane zawsze z elegancją i umiarem, stają się symbolem poszukiwania autentyczności w relacjach międzyludzkich.
Carmelo Cossa wzrusza i opowiada o doświadczeniach bliskich każdej ludzkiej duszy. Mówi do każdego z nas w sposób prosty i szczery, nie rezygnując przy tym z głębi przekazu. Siła jego poezji nie opiera się na efektownych “fajerwerkach”, lecz na szczerości spojrzenia, gestów, oddechu i uniwersalnych uczuć. Jest to poezja szczerego przyjaciela, który zaprasza czytelnika, by zatrzymał się na chwilę i odnalazł między wersami najbardziej autentyczną cząstkę samego siebie. I właśnie w tym tkwi najbardziej wyjątkowa moc poezji.

Udanejj lektury!

Izabella Teresa Kostka
Lipiec 2026

***

DA QUEL GIORNO

Non c’è ricordo più toccante del ritornare
fra le mura amate più della vita.
Ora che anche la mamma non c’è più
sono solo, appeso ai ricordi,
in questa casa che mi ha dato il mondo.

Sento che l’amore vive ancora qui.
Ascolto commosso la banda in cui suonavo:
la musica è cambiata, insieme ai musicanti.
La chiesa e la via sono vuote come la stanza,
e mi perdo tra le foto appese ai muri.

Senza voce, urlo: sono io quel bimbo.
Quel bambino guardava il sole,
rideva del vento che scompigliava i pensieri,
mentre il tempo tesseva il filo del destino.

Oggi quel filo mi avvolge come un velo,
riportandomi agli anni in cui tutto era vero:
il calore degli abbracci nel mio cuore,
la famiglia, la vita e questa casa,
che oggi pare vuota, ma è colma
di tutto ciò che sono stato,
dal giorno in cui qui dentro sono nato.

*

OD TEGO DNIA

Nie ma bardziej wzruszającego wspomnienia
niż powrót między mury,
które kochałem bardziej niż samo życie.
Teraz, gdy mej mamy także już nie ma,
jestem sam, zawieszony wśród wspomnień,
w tym domu, który podarował mi cały świat.

Czuję, że miłość wciąż tu mieszka.
Ze wzruszeniem słucham orkiestry dętej, w której kiedyś grałem:
muzyka się zmieniła, tak jak i muzycy.
Kościół i ulica są puste jak ten pokój,
a ja gubię się wśród fotografii wiszących na ścianach.

Bez głosu krzyczę: to ja jestem tym chłopcem.
Tamto dziecko patrzyło na słońce,
śmiało się z wiatru, który rozwiewał myśli,
a czas tkał nić przeznaczenia.

Dziś ta nić otula mnie niczym welon,
przywołując lata, w których wszystko było prawdziwe:
ciepło uścisków noszone w mym sercu,
rodzina, życie i ten dom,
który dziś wydaje się pusty,
a jednak jest pełen
wszystkiego, czym kiedyś byłem,
od dnia, w którym się tutaj narodziłem.


DENTRO UNA ROSA

Dietro una rosa si nasconde il cuore,
custode silenzioso di mille verità,
di sogni sfiorati nelle notti vissute
fra parole mai dette, ma sempre ascoltate.

Tra i suoi petali vivono segreti amorosi,
fragilità che il tempo ha reso forza,
carezze d’anima che non cercano voce
perché conoscono il linguaggio del cuore.

Ci sono emozioni che scelgono il silenzio,
come stelle lontane che brillano nell’ombra,
eppure illuminano il cammino di chi ama
più di qualsiasi luce dichiarata.

Il tempo le protegge con mani leggere,
le avvolge di memoria e di attesa,
come se sapesse che le cose preziose
non hanno fretta di mostrarsi al mondo.

E tu sei così:
un mistero dolce da scoprire piano,
come il profumo di una rosa al tramonto,
che non si vede ma riempie l’aria,
che non si trattiene eppure resta.

Perché le storie più belle
non sempre si leggono negli occhi,
ma vivono in ciò che li attraversa,
in quel battito nascosto che sfiora l’anima.

Dietro una rosa si nasconde,
semplicemente, l’amore amato,
che non ha bisogno di mostrarsi
per essere vissuto, tutta la vita.

*

W GŁĘBI RÓŻY

Za różą skrywa się serce,
cichy strażnik tysiąca prawd,
marzeń muśniętych podczas przeżytych nocy,
wśród słów, których nigdy nie wypowiedziano,
a które zostały usłyszane.

Wśród jej płatków mieszkają sekrety miłości,
kruchość, którą czas przemienił w siłę,
pieszczoty duszy, które nie szukają głosu,
gdyż znają język serca.

Są uczucia, wybierające milczenie,
jak odległe gwiazdy lśniące w cieniu,
a jednak rozświetlają drogę temu, kto kocha,
bardziej niż jakiekolwiek zapewnione światło.

Czas chroni je delikatnymi dłońmi,
otula pamięcią i oczekiwaniem,
jakby wiedział, że to, co najcenniejsze,
nie żyje w pośpiechu, by ukazać się światu.

Ty jesteś właśnie taka:
słodka tajemnica, którą odkrywa się powoli,
jak woń róży o zachodzie słońca
niewidzialna, a jednak wypełniająca powietrze,
nieuchwytna, a mimo to trwała.

Najpiękniejsze historie
nie zawsze można wyczytać z oczu,
bo żyją w tym, co przez nie przepływa,
w ukrytym biciu serca, które muska duszę.

Za różą kryje się,
zwyczajnie, ukochana miłość,
która nie potrzebuje się pokazywać,
by ją odczuwać
przez całe życie.


DOVE NON SEI PIÙ

Mi agito, forse sono sveglio,
e il letto è diventato solo un letto.
Nessun respiro sul collo,
nessun peso lieve sulle gambe,
nessun gesto che sbaglia direzione e trova me.

La luce entra uguale come prima,
ma non illumina niente.
Resto fermo, come se muovermi
potesse cancellare ciò che resta.

Ora il silenzio ha imparato il tuo nome.
Lo ripete fra le pieghe delle lenzuola,
nello spazio che resta intatto
e nella mano che non ti sfiora.

Non servivano promesse stanotte.
È rimasto tutto qui:
nei gesti che non posso rifare,
nei baci sospesi che non trovano risposta.

Vorrei sognare ancora.
Non per tornare indietro,
ma per ricordare il sapore
di avere un amore.

*

TAM, GDZIE JUŻ CIĘ NIE MA

Miotam się, może już nie śpię,
a łóżko stało się tylko posłaniem.
Żaden oddech nie muska mego karku,
żaden ciężar nie spoczywa na mych nogach,
żaden gest nie błądzi, by mnie odnaleźć.

Światło pada tak samo jak dawniej,
lecz niczego już nie rozjaśnia.
Trwam bez ruchu,
jakby każdy mój krok
mógł wymazać to, co pozostało.

Teraz cisza nauczyła się twego imienia.
Powtarza je w fałdach pościeli,
w przestrzeni, co pozostała nietknięta
i w dłoni, która już cię nie dotyka.

Tej nocy obietnice nie były potrzebne.
Wszystko pozostało tutaj:
w gestach, których nie mogę już powtórzyć,
w zawieszonych pocałunkach,
na które nie przychodzi odpowiedź.

Chciałbym jeszcze śnić.
Nie po to, by cofnąć się w czasie,
lecz by pamiętać smak
posiadanej miłości.


LA NOSTRA META

Stamattina ho visto il futuro
alla fermata del pullman.
Sedici teste chine su schermi accesi,
sedici mondi chiusi.
I corpi erano lì, le anime altrove.

Il pullman è arrivato.
Nessuno sguardo. Nessuna scusa.
Scontri fra chi sale e chi scende.
Siamo connessi, ma non presenti.

Più in là, una ragazza cammina verso di me,
fissando il telefono.
Non vede la strada, non vede il pericolo.
Mi fermo davanti a lei per proteggerla.

«Attenta…» le dico, piano.
Mi frana addosso.
Urla: «E che cavolo, fai attenzione tu!»
Quell’urlo ha spezzato il filo
che tiene insieme la convivenza.
La mia non era rabbia, era lutto.
Lutto per la cortesia scomparsa.

Siamo veloci e vuoti. Connessi e soli.
Ma se il mondo abbassa lo sguardo,
noi dobbiamo alzarlo.
Se il mondo urla, rispondiamo piano.
Oggi resistere significa essere gentili.

*

NASZ CEL

Dziś rano zobaczyłem przyszłość
na przystanku autobusowym.
Szesnaście pochylonych głów nad rozświetlonymi ekranami,
szesnaście zamkniętych światów.
Ciała były tutaj, dusze gdzie indziej.

Autobus nadjechał.
Żadnego spojrzenia. Żadnego przepraszam.
Zderzenia tych, którzy wsiadali,
z tymi, którzy wysiadali.
Jesteśmy połączeni, lecz nieobecni.

Trochę dalej młoda dziewczyna idzie w moją stronę,
wpatrzona w telefon.
Nie widzi drogi, nie widzi niebezpieczeństwa.
Staję przed nią, żeby ją ochronić.

<

Ten krzyk przerwał nić,
która spaja nasze współistnienie.
To nie był mój gniew,
to była żałoba.
Żałoba po zaginionej uprzejmości.

Jesteśmy szybcy i puści.
Połączeni, a samotni.
Ale jeśli świat opuszcza wzrok,
my musimy go podnieść.
Jeśli świat krzyczy,
odpowiedzmy spokojnym głosem.
Dziś prawdziwym aktem odwagi
jest pozostać życzliwym.


L’ECO DEL MONDO VERO

Abito il mondo che ieri non taceva:
passi, canzoni, pensieri fra le vie
parlavano d’amore senza permesso.
Oggi lo vedo fermo, anche se corre.
Il silenzio prima era fuori,
tra i campi senza magia.
Poi è entrato dentro di me:
in ogni viaggio mi siede accanto.
Nessuna luce negli sguardi,
solo schermi accesi e occhi muti.
E io, custode di date e ricordi,
a tenere insieme il mondo.
Oggi il silenzio ha cambiato voce.
Quando prova ad abbattermi
io lo anniento in un verso,
per ricordare com’era la pioggia.
Eravamo poveri,
ma la miseria non stava zitta:
ci insegnava a scacciare il buio
e a cercare la luce.
Era poco, quel nostro resistere,
ma non era vuoto.
E sento che oggi esiste ancora.

*

ECHO PRAWDZIWEGO ŚWIATA

Zamieszkuję świat,
który wczoraj nie milczał:
kroki, piosenki i myśli na ulicach
mówiły o miłości
bez niczyjego pozwolenia.
Dziś widzę, że jest nieruchomy,
choć nie przestaje pędzić.
Kiedyś cisza była na zewnątrz,
pośród pól pozbawionych magii.
Potem weszła do mego wnętrza:
w każdej podróży siada obok mnie.
W spojrzeniach po nie ma już światła,
są tylko rozświetlone ekrany
i nieme oczy.
A ja,
strażnik dat i wspomnień,
próbuję utrzymać świat w całości.
Dziś cisza zmieniła swój głos.
Kiedy próbuje mnie pokonać,
tłamszę ją jednym wersem,
by pamiętać,
jak brzmiał deszcz.
Byliśmy biedni,
lecz bieda nie milczała:
uczyła nas przepędzać mrok
i szukać światła.
Niewiele mieliśmy,
tak wyglądał nasz opór,
ale nie był pusty.
I czuję,
że istnieje także dziś.


L’INFANZIA SUL GRADINO RECISO

Non fu l’aurora ad accendere il cielo,
ma un lampo di ferro.
Una bomba scosse i pilastri del mondo,
lasciandoci solo il silenzio del vuoto.
Tra fumo e rovine cercavo un sentiero,
nell’aria densa,
fra l’acre odore che stringeva la gola
e il buio che voleva fermarmi.
Un lamento stanco mi fece da guida.
L’ho trovata, tra i resti del nulla:
una bambina su un gradino reciso.
Senza un nome, senza una lacrima,
intonava un canto nato dal buio.
Il mondo correva lontano,
ma la mia voce ha cercato la sua.
Abbiamo cantato, tra cenere e nebbia,
quel motivo che nessuno ha mai scritto.
Mi sono svegliato con il canto nel cuore,
mentre fuori continuava l’orrore.

*

DZIECIŃSTWO NA URWANYM STOPNIU

To nie świt rozpalił niebo,
lecz błysk żelaza.
Bomba wstrząsnęła filarami świata,
pozostawiając nam jedynie
cichą pustkę.
Wśród dymu i ruin
szukałem ścieżki,
w ciężkim powietrzu,
wśród gryzącego zapachu,
ściskającego gardło
i w ciemności,
chcącej zatrzymać każdy mój krok.
Wyczerpany lament wskazał mi drogę.
Znalazłem ją
wśród szczątków nicości:
małą dziewczynkę
na urwanym stopniu schodów.
Bez imienia,
bez żadnych łez,
śpiewała pieśń
zrodzoną z mroku.
Świat pędził daleko stąd,
lecz mój głos
odnalazł jej głos.
Śpiewaliśmy,
pośród popiołu i mgły
melodię,
której nikt nigdy nie zapisał.
Obudziłem się
z tym śpiewem w sercu,
podczas gdy za oknem
nadal panowała groza.


IL VENTO CHE NON SAPEVO ASCOLTARE

C’era un vento che non sapevo ascoltare,
mi attraversava il petto
come una frase non ancora detta.
Arrivava all’improvviso,
senza chiedere permesso,
portava con sé una storia
che non voleva essere capita,
ma soltanto ascoltata.

Io cercavo parole intere,
ma il vento parlava a frammenti.
Così è fuggito, come fanno le emozioni
quando le si stringe troppo forte.

Mi sono ritrovato in un deserto,
ma non era vuoto:
era pieno di passi frettolosi,
di voci che correvano
senza sapere dove andare.

Anch’io ho corso.
Inseguivo ombre lunghe sul terreno,
scambiavo l’eco per una risposta.
Poi ho visto il tempo sfuggire tra le dita
come sabbia portata dal vento.

Da allora aspetto il suo ritorno.
Non per sapere cosa fare,
ma per ricordare
che non tutto ciò che conta fa rumore,
e non tutto ciò che corre sa dove sta andando.

*

WIATR, KTÓREGO NIE UMIAŁEM SŁUCHAĆ

Był kiedyś wiatr,
którego nie umiałem słuchać.
Przenikał mą pierś
jak jeszcze niewypowiedziane
zdanie.
Przychodził nagle,
nie prosząc o pozwolenie,
niosąc ze sobą historię,
która nie chciała być zrozumiana,
lecz tylko wysłuchana.

Szukałem pełnych słów,
lecz wiatr mówił urywkami.
Dlatego odszedł,
jak odchodzą uczucia,
gdy ściska się je zbyt mocno.

Odnalazłem się na pustyni,
ale nie była pusta.
Przepełniona była
pospiesznymi krokami,
głosami biegnącymi
bez świadomości
dokąd zmierzają.

Ja także biegłem.
Goniłem długie cienie na ziemi,
brałem echo za odpowiedź.
Potem ujrzałem
jak czas przemyka między palcami
jak piasek
niesiony przez wiatr.

Od tamtej pory oczekuję jego powrotu.
Nie po to,
by wiedzieć, co robić,
lecz by pamiętać,
że nie wszystko, co się liczy,
wydaje dźwięk
i nie wszystko, co biegnie,
wie, dokąd zmierza.


NEL CUORE DEI BAMBINI

Nel cuore dei bambini ci sono giardini segreti,
dove i sogni sono radici
e le risate profumo di fiori.
Corrono nelle stagioni senza paura del tempo,
con la mente piena di domande.
Amano senza misura
e hanno mani pronte a costruire il domani.
Vedono oltre la loro stessa innocenza,
cercano di abitare il mondo a modo loro
e ricordano agli adulti le cose vere:
la magia di una pozzanghera,
il mistero di una nuvola,
la tenerezza di un sorriso,
il sapore di un abbraccio.
I bambini sono vento che soffia stupore,
luce che illumina il sentimento,
voce che canta quando il mondo tace.
Ogni bimbo è un germoglio
che la vita regala al futuro.
È un dono che ci insegna a essere migliori,
a guardare la terra con meraviglia.
Curiamoli come semi a primavera,
ascoltiamoli come onde del mare,
e insegniamo loro ad amare, senza mai odiare.

*

W SERCACH DZIECI

W sercach dzieci istnieją tajemnicze ogrody,
gdzie marzenia są korzeniami,
a śmiech pachnie kwiatami.
Biegną przez pory roku
bez lęku przed upływem czasu,
z umysłami pełnymi pytań.
Kochają bezgranicznie
i mają dłonie gotowe
do budowania jutra.
Widzą więcej,
niż pozwala im niewinność,
pragną zamieszkać świat
na własny sposób
i przypominają dorosłym
o tym, co naprawdę jest ważne:
magia kałuży,
tajemnica chmury,
czułość uśmiechu,
smak uścisku.
Dzieci są wiatrem,
niosącym zachwyt,
światłem,
rozjaśniającym uczucia,
głosem,
śpiewającym,
gdy świat milknie.
Każde dziecko jest kiełkiem,
ofiarowanym przyszłości przez życie.
Jest darem,
który uczy nas jak stać się lepszymi,
patrzeć na ziemię
z nieustającym zachwytem.
Otaczajmy je troską
jak wiosenne ziarna,
wsłuchujmy się w nie
jak w szum morskich fal
i uczmy je kochać,
nigdy nienawidzić.


STASERA

Facciamo che stasera vieni qui.
Solo tu, il tuo profumo del giorno
e il mio silenzio che ha voglia di te.
Ci sediamo vicini, ci sfioriamo le mani,
come un’emozione che non vuole farsi notare.

Parliamo di niente, ridiamo del nulla.
Lasciamo che il tempo lasci andare le ore
fra una battuta leggera e un sorriso.
Guardiamo un film che non seguiamo,
ascoltiamo una musica che non comprendiamo.
E restiamo così. Abbracciati.

Ci guardiamo, ci sfioriamo con un bacio
a fior di labbra.
Le tue mani trovano posto
fra le incertezze delle mie.
Ti bacerei ovunque, anche senza fare l’amore.
Ti toccherei l’anima prima del corpo.

A volte mi sento adulto con bisogni bambini,
e non c’è intimità più profonda di due persone
che sanno essere fragili insieme.
Amanti, complici di tenerezze.

Allora stasera vieni qui.
Raccontiamoci una storia che comincia dal tuo profumo
e sfocia nel mio silenzio, che ha voglia di te.

*

DZISIAJ WIECZOREM

Umówmy się,
że dziś wieczorem przyjdziesz do mnie.
Tylko ty,
twój zapach minionego dnia
i me milczenie,
tęskniące za tobą.
Usiądziemy blisko,
muśniemy się dłońmi,
jak uczucie,
co nie chce zwracać na siebie uwagi.

Porozmawiamy o niczym,
pośmiejemy się z błahostek.
Pozwolimy,
by czas spokojnie odprowadzał kolejne godziny,
między żartem
a uśmiechem.
Obejrzymy film,
którego nie będziemy śledzić,
posłuchamy muzyki,
której nie będziemy rozumieć.
I trwać będziemy tak. Wtuleni w siebie.

Spojrzymy sobie w oczy,
muśniemy się pocałunkiem.
Twe dłonie odnajdą swe miejsce
pośród niepewności moich.
Całowałbym cię wszędzie,
nawet bez miłosnego uniesienia.
Najpierw dotknąłbym twej duszy,
dopiero później ciała.

Czasem czuję się dorosły
z dziecięcymi pragnieniami
i nie ma większej bliskości
niż dwoje ludzi,
potrafiący być razem tak krusi.
Kochankowie, sprzymierzeńcy czułości.

Więc dziś wieczorem przyjdź do mnie.
Opowiedzmy sobie historię,
zaczynającą się od twojego zapachu
i płynącą ku memu milczeniu, tęskniącemu za tobą.


TUTTI NOI

Sono trascorsi i secoli,
ma la guerra è ancora nei cuori
inariditi dall’avidità
di chi si crede padrone del mondo.
Io non ho mai odiato,
nemmeno il nemico più spietato.
Ma ora sento il bisogno di urlare
a chi semina morte: fermati.
Nessuno ascolterà le mie parole,
forse nemmeno le mie preghiere.
Ma l’eco di questa voce
attraverserà il pianeta,
traendo forza dal suo stesso cammino.
Apri gli occhi, guarda come hai ridotto la terra.
Riconquista i tuoi valori,
coltiva il coraggio di indignarti.
Non lottare per l’arrivismo,
difendi chi ha fame.
Deponi le armi e prega.
Prega per il mondo, per chi piange,
per i popoli della terra e per tutti noi.

*

MY WSZYSCY

Minęły stulecia,
a wojna wciąż mieszka w sercach
wysuszonych chciwością
tych, którzy wierzą,
iż są panami świata.
Nigdy nikogo nie nienawidziłem,
nawet najbardziej bezwzględnego wroga.
Lecz dziś czuję potrzebę, by krzyknąć
do tych, co sieją śmierć: zatrzymajcie się.
Nikt nie usłyszy mych słów,
być może nawet mych modlitw.
Lecz echo tego głosu
przemierzy cały świat,
czerpiąc siłę z własnej drogi.
Otwórz oczy.
Spójrz, do czego doprowadziłeś tę ziemię.
Odzyskaj swe wartości,
pielęgnuj w sobie odwagę,
by nie godzić się na zło.
Nie walcz tylko o sukces,
broń tych, którzy głodują.
Złóż broń i módl się.
Módl się za świat,
za tych, którzy płaczą,
za narody całej ziemi i za nas wszystkich.


UN ABITO D’AMORE

Nel buio dell’incerto,
mentre i treni fischiano distanze,
guardo le luci oltre la finestra chiusa.
Il cuore resta appeso a un lampione,
in attesa dell’alba per riposare.
Vorrei una notte vera,
che cancelli la paura di osare,
ma il risveglio ha il sapore del pianto.
Se ti abbraccio sei vita,
se ti sfioro sei nuvola,
se ti voglio sei mare.
Ma all’improvviso ti fai rondine
e voli lontana.
Non importa se svanisci nel tempo.
Finché l’ultima nota risuona,
io volerò ancora.
Ricorda che tra i silenzi e le maree,
mi sono vestito del tuo amore.
Ed è questo l’unico abito che indosso.

*

SZATA MIŁOŚCI

W mrocznej niepewności,
gdy pociągi gwiżdżą w oddali,
obserwuję światła
za zamkniętym oknem.
Me serce zawiesiło się
na ulicznej latarni,
czekając na świt,
by wreszcie odpocząć.
Pragnę prawdziwej nocy,
co zmyje lęk przed odwagą,
lecz przebudzenie
ma posmak łez.
Gdy cię tulę jesteś życiem.
Gdy cię muskam jesteś chmurą.
Gdy cię pragnę jesteś morzem.
Lecz nagle stajesz się jaskółką
i odlatujesz daleko.
Nie ma znaczenia,
że znikniesz w czasie.
Dopóki rozbrzmiewa
ostatnia nuta,
ja wciąż będę leciał.
Pamiętaj,
że wśród ciszy i przypływów
przyodziałem się
w twą miłość.
I to jedyna szata,
którą noszę.


UN BATTITO DI LUCE SULL’ASFALTO

I palazzi osservano da finestre chiuse,
scheletri di cemento con orbite impazzite
che non distinguono il colore dell’alba
dal riflesso di un’esplosione.
Il mondo corre così forte
da farsi invisibile.

Ai bordi del marciapiede,
dove la luce non arriva,
il tempo si condensa.
Le costole disegnano geografie di fame
sulla pelle di chi è rimasto indietro.

I passi continuano a scivolare via.
Basta un battito di ciglia distratto
e l’ombra di un uomo che soffre,
esile come un respiro nel mondo che urla,
si fonde col grigio dell’asfalto.

E cade.

Corro ad aiutare quell’uomo.
Incrocio i suoi occhi, stringo le sue mani.
Il tempo diviene Tempio
per una vita che non ha fretta.

Lì, dove l’asfalto pareva l’ultima condanna,
sento il suo battito insieme a quello della terra.
Siamo scintille che il buio non può spegnere:
basta un respiro condiviso
perché il mondo ritrovi il suo asse.

Un uomo soccorso è un seme che nasce
e, spaccando la pietra, ci dice:
«Ce la faremo».

*

PULS ŚWIATŁA NA ASFALCIE

Budynki patrzą
przez zamknięte okna,
betonowe szkielety
o oszalałych oczodołach,
które nie odróżniają
barwy świtu
od blasku eksplozji.
Świat pędzi tak szybko,
że staje się niewidzialny.

Na skraju chodnika,
tam, gdzie nie dociera światło,
czas gęstnieje.
Żebra kreślą głodowe mapy
na skórze tych,
którzy zostali z tyłu.

Kroki podążają dalej.
Wystarczy jedno
roztargnione mrugnięcie,
a cień cierpiącego człowieka,
kruchy jak oddech
w świecie przepełnionym krzykiem,
zlewa się z szarością asfaltu.

Upada.

Biegnę, by mu pomóc.
Spotykam jego spojrzenie,
ściskam jego dłonie.
Czas staje się Świątynią
życia,
które nie zna pośpiechu.

Tam,
gdzie asfalt zdawał się
ostatecznym wyrokiem,
czuję bicie jego serca
razem z pulsem ziemi.
Jesteśmy iskrami,
których ciemność
nie zgasi:
wystarczy wspólny oddech,
by świat
odzyskał równowagę.

Ocalony człowiek
jest kiełkującym ziarnem
i rozłupując kamień,
mówi:
<< Damy radę>>.

***

Carmelo Cossa