Commento e traduzione in italiano Izabella Teresa Kostka.
Komentarz i przekład na włoski Izabella Teresa Kostka.

****

     Ricordi, sentimenti, emozioni fragili, il valore di momenti fugaci radicati nell’anima e l’importanza di persone la cui assenza lascia un vuoto incolmabile nella nostra vita. Il legame con la natura, il peso del tempo che non riusciremo mai a fermare. È un vero caleidoscopio di sensazioni e riflessioni vicine a ogni essere umano, una sequenza di immagini che, dall’alba dei tempi, sono diventate e continuano a essere fonte d’ispirazione per la creazione di versi poetici.
     Anna Czachorowska –  poetessa polacca, la cui scrittura ho deciso di presentare oggi nella rubrica internazionale “Fokus literacki / Focus letterario”, si inserisce perfettamente in questa corrente. La sequenza delle liriche qui presentate è profondamente intima: è una poesia nella quale gli elementi del paesaggio naturale, le stagioni, gli oggetti di uso quotidiano e i gesti più semplici diventano strumenti capaci di dare forma a ciò che è difficile da esprimere. Sono i diversi volti dell’assenza, della nostalgia, della solitudine, dell’attesa, ma anche dell’ostinato bisogno di continuare a vivere pienamente. Nel componimento “Sulle orme del viandante” la protagonista procede in avanti non perché conosca la meta, ma perché non sa fermarsi, e la strada stessa non conduce verso un luogo esterno, ma verso una dimensione interiore. È interessante notare come, alla fine del componimento, rimangano soltanto tre verbi essenziali: camminare, tacere, resistere. In questa “triade” si concentra una delle caratteristiche più evidenti della poetica dell’autrice: la capacità di attribuire alle parole semplici un notevole peso emotivo. Particolarmente forte e significativa è anche la relazione tra tempo e memoria. Il passato non è soltanto ciò che è trascorso, ma continua a vivere nei profumi, nella luce, negli oggetti e nei gesti. L’albero di Natale, l’ombrello, la ragnatela, la neve o una stella cadente diventano un archivio dell’esperienza affettiva, mentre la memoria, nei testi di Czachorowska, è al tempo stesso sensoriale e narrativa.
Anche l’amore, che continua a vivere nella propria assenza, diventa parte degli oggetti simbolici, della pioggia, dell’albero di Natale e dell’alternarsi delle stagioni. Nel trittico “Sotto l’ombrello” la vicinanza fisica dei due protagonisti contrasta con una distanza interiore che il silenzio rende irreversibile. L’ombrello, inizialmente simbolo di protezione e di vicinanza, diventa un oggetto abbandonato, quasi una testimonianza materiale di una relazione ormai conclusa. La pioggia conserva però il profumo della persona perduta. Accanto all’approccio individuale e profondamente intimo ai sentimenti, compare anche una dimensione più collettiva, quella dei “sognatori romantici”, figure che sembrano rappresentare una prospettiva più universale. Smarriti nelle grandi città, questi “sognatori” cercano una felicità che sembra continuamente sfuggire, mentre il treno, il finestrino, i binari e le cicatrici del cuore costruiscono una visione della solitudine contemporanea, sempre più diffusa. La città diventa così luogo della vita collettiva e, al tempo stesso, luogo dell’isolamento dell’individuo. Dal punto di vista stilistico, la scrittura di Czachorowska si concentra su immagini limpide e facilmente riconoscibili, senza ricorrere a un eccessivo e astratto arricchimento metaforico. È un linguaggio quasi musicale, spesso arricchito, nella sua sonorità originaria polacca, da rime discrete e mai invadenti, capaci di conferire ai componimenti una particolare musicalità e un raffinato senso del ritmo. Ritengo che la voce poetica di Anna Czachorowska sia riconoscibile soprattutto grazie alla sincera essenzialità dell’immagine, sebbene la poetessa non aspiri mai alla costruzione di un linguaggio rigorosamente ermetico. Pur scegliendo parole comuni, disposte in versi brevi, questa semplicità lessicale non significa affatto semplicità emotiva. Sotto la superficie limpida pulsa una ricca riflessione sul tempo, sulla perdita e sulla permanenza dei sentimenti.
     Concludendo, queste poesie costruiscono un mondo fondato su una sensibilità profondamente radicata e sul desiderio di preservare ciò che non può essere materialmente conservato, ma di cui è sempre possibile custodire, nel profondo dell’anima, una traccia indelebile, poiché nessuno e nulla muore completamente finché continua a vivere il ricordo.

Izabella Teresa Kostka, ottobre 2026



*

    Wspomnienia, uczucia, kruche emocje, głęboko zakorzeniona w duszy wartość ulotnych chwil i osób, których nieobecność zostawia pustkę w naszym życiu. Więź z naturą, ciężar czasu, którego nigdy nie zdołamy zatrzymać. To chyba kalejdoskop bliskich każdemu człowiekowi odczuć i przemyśleń, sekwencja obrazów, które od zarania dziejów stawały się i nadal są inspiracją do tworzenia poetyckich wersów.
Anna Czachorowska – polska poetka, której twórczość postanowiłam przybliżyć dzisiaj w międzynarodowej rubryce “Fokus literacki / Focus letterario”, wpisuje się idealnie w ten nurt. Wybór przedstawionych tu wierszy to poezja bardzo intymna, w której elementy pejzażu naturalnego, pory roku, przedmioty codziennego użytku i zwyczajne gesty stają się narzędziami pozwalającymi nadać kształt temu, co trudno wyrazić. To różne oblicza nieobecności, tęsknoty, samotności, oczekiwania, a także uporczywej potrzeby dalszego, pełnego życia.
W wierszu “Śladami wędrowca” bohaterka podąża naprzód nie dlatego, że zna cel, lecz dlatego, że nie potrafi przestać, a sama droga nie prowadzi do miejsca znajdującego się na zewnątrz, lecz ku wnętrzu. Interesujące jest to, że pod koniec utworu pozostają trzy zasadnicze czasowniki: iść, milczeć, trwać. W tym zestawieniu skupia się jedna z najbardziej wyrazistych cech poetyki autorki, a jest nią umiejętność nadawania prostym słowom znacznego ciężaru emocjonalnego. Szczególnie silna i wyrazista jest również relacja między czasem a pamięcią. Przeszłość nie jest tylko tym, co minęło, lecz nadal żyje w zapachach, świetle, przedmiotach i gestach. Choinka, parasol, pajęczyna, śnieg czy spadająca gwiazda stają się archiwum doświadczenia uczuciowego, a sama pamięć jest w tekstach Czachorowskiej zarówno zmysłowa, jak i narracyjna.
Również miłość, która trwa nieprzerwanie nawet w swojej nieobecności, staje się częścią symbolicznych przedmiotów, deszczu, choinki oraz następujących po sobie pór roku. W tryptyku “Pod parasolem” fizyczna bliskość dwojga bohaterów kontrastuje z wewnętrznym dystansem, który milczenie czyni nieodwracalnym. Parasol, będący początkowo symbolem ochrony i bliskości, staje się porzuconym przedmiotem, niemal materialną pozostałością po zakończonej relacji. Deszcz zachowuje jednak woń utraconej osoby.
Obok indywidualnego, bardzo intymnego podejścia do uczuć pojawia się także płaszczyzna bardziej zbiorowa “romantycznych marzycieli”, czyli postaci, które zdają się reprezentować bardziej uniwersalny punkt widzenia. Zagubieni w wielkich miastach marzyciele poszukują szczęścia, które nieustannie zdaje się im wymykać, a pociąg, szyba, tory i blizny serca tworzą wizję powszechnej współczesnej samotności. Miasto staje się więc miejscem życia tłumu, a zarazem miejscem izolacji jednostki. Pod względem stylistycznym styl Czachorowskiej zbudowany jest na obrazach przejrzystych i rozpoznawalnych, bez uciekania się do nadmiernego, abstrakcyjnego bogactwa metaforycznego. To język wręcz muzyczny, często w oryginalnym brzmieniu wzbogacony nienachalnym rymem, nadającym tekstom wyjątkową śpiewność i wyczucie rytmu.
Uważam, że głos poetycki Anny Czachorowskiej jest rozpoznawalny przede wszystkim dzięki szczerej oszczędności obrazu, chociaż poetka nie dąży do budowania języka ściśle hermetycznego. Mimo, że wybiera słowa dostępne, ułożone w krótkie wersy, ta prostota leksykalna nie oznacza prostoty emocjonalnej. Pod przejrzystą powierzchnią pulsuje bogata refleksja nad czasem, utratą i trwaniem uczuć.
    Podsumowując te rozważania stwierdzę, że wiersze te budują świat oparty na zdeterminowanej wrażliwości i dążeniu do zachowania tego, czego nie można materialnie przechować, lecz czego niezatarty ślad można zawsze zachować głęboko w duszy, gdyż nikt i nic nie umiera całkowicie, dopóki trwa samo wspomnienie.

Izabella Teresa Kostka, październik 2026

***

ŚLADAMI WĘDROWCA
   

Jesteśmy w pół drogi. Droga pędzi z nami bez wytchnienia.
Chciałbym i mój ślad na drogach ocalić od zapomnienia.

cyt. Konstanty Ildefons Gałczyński



Idę
bo nie umiem przestać

nawet gdy buty 
pełne są piasku
a serce
pełne pustki

ludzie mijają mnie
jakbym była powietrzem
którym nikt nie oddycha

uśmiecham się
bo wtedy mniej boli
nie pytam o drogę
ona i tak
prowadzi w głąb
mnie samej

nie noszę już marzeń
za ciężkie

czasem
przytulam drzewo
żeby poczuć
jego wolę życia

dusza
jest cieniem
którego nikt nie widzi
nawet ja

więc idę
milczę
i trwam

*

SULLE ORME DEL VIANDANTE

Siamo a metà strada. La strada corre con noi senza sosta.
Vorrei anch’io salvare le mie orme dalla dimenticanza.

cit. Konstanty Ildefons Gałczyński

Cammino
perché non so smettere

anche se le scarpe
sono piene di sabbia
e il cuore
colmo di vuoto

le persone mi passano accanto
come se fossi aria
che nessuno respira

sorrido
perché così fa meno male
non chiedo la strada
tanto lei
conduce dentro
me stessa

non porto più sogni
troppo pesanti

a volte
abbraccio un albero
per sentire
la sua voglia di vivere

l’anima
è un’ombra
che nessuno vede
nemmeno io

così cammino
taccio
e resisto

***

KŁANIAM SIĘ

Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia

cyt. Fiodor Dostojewski

Kłaniam się
tobie
Sosno wysoka
i tobie
Brzozo wysmukła
Gdy mnie zawodzą
zwierzęta i ludzie
przez korę         
do serca drzew pukam

Podaję rękę
gałęziom szumiącym
i pień obejmuję
czule
W pochmurny ranek
i w dżdżysty wieczór
do Was
przytulam się
z bólem

*

MI INCHINO

Senza sofferenza non si comprende la felicità

cit. Fëdor Dostoevskij

Mi inchino
a te
Pino alto
e a te
Betulla slanciata
Quando mi deludono
gli animali e gli uomini
attraverso la corteccia
busso al cuore degli alberi

Tendo la mano
ai rami fruscianti
e abbraccio il tronco
con tenerezza
In una mattina nuvolosa
e in una sera piovosa
a Voi
mi stringo
con dolore

***

Małgorzacie Karasińskiej

Czasami mówisz:
Twoje życie
ma na imię
Pośpiech
Twoje życie
to przesiadka
z pociągu na pociąg
A przecież życie
to poczekalnia
Zatrzymaj się na Chwilę
i ciesz się Nią
Bo zaleje cię
(jak krew)
paradoksów dnia wodociąg
I po co to komu?
Będzie

*

A Małgorzata Karasińska

A volte dici:
la tua vita
si chiama
Frenesia
la tua vita
è un cambio
da un treno all’altro
Eppure la vita
è una sala d’attesa
Fermati per un Attimo
e goditeLo
Perché ti sommergerà
(come il sangue)
l’acquedotto dei paradossi del giorno
E a cosa serve tutto questo?
Servirà

***

Zofii Pakule

Spotkałam Ciebie
w poczekalni
Snów
chwytałaś je
pospiesznie
nawlekając
czerwone korale
jarzębiny
To miłość
– powiedziałaś
z uśmiechem
A łzy – perły
odbiły się
głośnym echem
od podłogi
Śmiało
przekroczyłaś
czarną nitkę

Depresji

*

A Zofia Pakuła

Ti ho incontrata
nella sala d’attesa
dei
Sogni
li afferravi
frettolosamente
infilando
le collane rosse
di sorbo selvatico
È amore
– hai detto
con un sorriso
E le lacrime – perle
si sono riflesse
con un’eco sonora
sul pavimento
Con coraggio
hai oltrepassato
il filo nero della

Depressione

***

ONA

Ona była jak ogród
o zmierzchu –
pełna cichych ścieżek,
zapachu macierzanki
i róż, które milczą
przed nocą.

Chodziła lekko,
jakby ziemia
znała ciężar jej kroków
i chciała oszczędzić
choćby jeden listek.

Na jej ramionach
siadało światło,
blade i miękkie,
jak wspomnienie lata
w chłodny poranek.

Patrzyłam na nią
i nie umiałam powiedzieć,
czy bardziej jest człowiekiem,
czy chwilą –
taką, która przychodzi
bez słowa
i zostawia po sobie
całe niebo.

Czasem milczała.

W jej milczeniu
rosła noc,
powoli i nieuchronnie,
jak cień pod jabłonią.

Nie zatrzymałam jej.

*

LEI

Lei era come un giardino
al vespero –
piena di sentieri silenziosi,
del profumo del timo selvatico
e delle rose che tacciono
prima della notte.

Camminava leggera,
come se la terra
conoscesse il peso dei suoi passi
e volesse risparmiare
anche una sola foglia.

Sulle sue spalle
si posava la luce,
pallida e morbida,
come un ricordo dell’estate
in una mattinata fredda.

La guardavo
e non sapevo dire
se fosse più una persona,
o un istante –
uno di quelli che arrivano
senza una parola
e lasciano dietro di sé
un cielo intero.

A volte taceva.

Nel suo silenzio
cresceva la notte,
lenta e inevitabile,
come un’ombra sotto il melo.

Non l’ho trattenuta.

***

BABIE LATO

Nić się snuje srebrzysta i cienka,
po ścierniskach, po drzewach się mota,
jak marzenia, jak sny i nadzieje …
Jutro wiatr je jesienny rozwieje
i zostanie udręka i męka,
i bezdenna, jesienna tęsknota.

cyt. Leopold Staff

Nad pustym polem, wśród zeschłych traw,
babie lato snuje srebrną przędzę –
jakby jesień, wdowa po lecie,
haftowała swój żałobny welon.

Ciche nici płyną ku niebu,
drżą w powietrzu jak blade wspomnienia,
a wiatr zbiera je z ramion ziemi
i niesie tam, gdzie kończy się droga.

Jeszcze pachną zioła –
lecz ich woń ma smak pożegnania.
jeszcze słońce złoci kamienie,
lecz jego dłoń jest już chłodna.

Na skraju lasu samotne drzewo
trzyma ostatnie liście jak listy
od kogoś, kto odszedł bez słowa.

A babie lato płynie dalej –
kruche, prawie niewidzialne
jak nić między życiem a snem.

I tylko serce,
które nie umie zapomnieć,
chwyta je w dłonie –

lecz każda srebrna nić
przecina palce
i znika w jesiennej tęsknocie.

*

ESTATE INDIANA

Un filo si snoda, argenteo e sottile,
sulle stoppie, tra gli alberi si avvolge,
come sogni, come desideri e speranze…
Domani li disperderà il vento d’autunno
e resteranno tormento e pena,
e una nostalgia infinita d’autunno.

cit. Leopold Staff



Sopra il campo vuoto, tra le erbe secche,
l’estate indiana tesse fili d’argento –
come se l’autunno, vedova dell’estate,
ricamasse il suo velo di lutto.

Fili silenziosi salgono verso il cielo,
vibrano nell’aria come pallidi ricordi
e il vento li raccoglie dalle spalle della terra,
portandoli là, dove finisce la strada.

Profumano ancora le erbe –
ma il loro profumo ha il sapore dell’addio.
Ancora il sole indora le pietre,
ma la sua mano è ormai fredda.

Ai margini del bosco un albero solitario
trattiene le ultime foglie come lettere
di qualcuno che se n’è andato senza una parola.

E l’estate indiana scorre ancora –
fragile, quasi invisibile
come un filo tra la vita e il sogno.

E solo il cuore,
che non sa dimenticare,
lo afferra tra le mani –

ma ogni filo d’argento
taglia le dita
e scompare nella nostalgia d’autunno.

***

JAKBY CHŁODNIEJ

Jakby chłodniej
między nami
tej jesieni
Ogień w kominku
dawno zgasł
Pan Listopad
w szarą myszkę się zamienił
Ciepło dłoni twojej
schował w snach

*
COME SE FACESSE PIÙ FREDDO

Come se facesse più freddo
tra noi
quest’autunno
Il fuoco nel camino
si è spento da tempo
Il Signor Novembre
si è trasformato in un topolino grigio
Il calore della tua mano
lo ha nascosto nei sogni

***

POD PARASOLEM – TRYPTYK

I.

Stoimy razem
a przecież każde z nas
myśli o czymś innym

Miasto tonie
w przezroczystym płynie
i wszystko wydaje się nieważne

Oprócz tej małej przestrzeni
nad naszymi głowami

Trzymasz parasol
jakbyś trzymał niebo
przypięte do czarnego łuku

Jesteś tak blisko
że mogłabym się zgubić
w fałdzie twojego ramienia

Milczysz

W twoim milczeniu
jest wszystko
Czego nigdy mi nie powiesz

II.

Kiedy krople deszczu spływały
ci po szyi
Chciałam być tą kroplą
która dotyka
nie pytając

Nie zdążyłam powiedzieć – zostań
choć na chwilę
choć do końca ulewy

III.

Nie zostałeś
ja też nie
Został parasol
jak wyrzut sumienia
Złożony na dnie szafy
na później
na nigdy

Ale kiedy pada
idę sama
moknę
Deszcz jest ciepły
i pachnie twoją koszulą
Trochę wilgocią
trochę niedopowiedzeniem

*

SOTTO L’OMBRELLO – TRITTICO

I.

Stiamo insieme
eppure ciascuno di noi
pensa a qualcosa di diverso

La città annega
in un liquido trasparente
e tutto sembra insignificante

Tranne quel piccolo spazio
sopra le nostre teste

Tieni l’ombrello
come se tenessi il cielo
fissato a un arco nero

Sei così vicino
che potrei perdermi
nella piega del tuo braccio

Taci

Nel tuo silenzio
c’è tutto ciò
che non mi dirai mai

II.

Quando le gocce di pioggia scivolavano
sul tuo collo
avrei voluto essere quella goccia
che ti sfiora
senza chiedere

Non ho fatto in tempo a dirti – resta
anche solo per un attimo
anche fino alla fine del temporale

III.

Non sei rimasto
io nemmeno
È rimasto l’ombrello
come un rimorso
piegato in fondo all’armadio
per dopo
per mai

Ma quando piove
cammino da sola
mi bagno
La pioggia è calda
e profuma della tua camicia
un po’ di umidità
un po’ di non detto

***

PAJĘCZYNA – DITTICO

I.

W porannym świetle drży nić srebrna
jak oddech serca, co nie przestało śnić
Jeszcze w powietrzu unosi się wspomnienie dłoni,
które splatały ciszę w dotyk, w smugę cienia

Wiem – to ty szedłeś przez ogród snu
lekki jak mgła, co nie zostawia śladu
Twoje imię zatrzymało się w pajęczynie
między światłem a łzą rosy

Nie dotykam – bo pęknie ten cud
tak kruchy jak pamięć, gdy się ją wypowie
Patrzę tylko jak słońce roznieca jej nitki
jakby chciało zapalić w nich wspomnienie

Czy miłość tak właśnie trwa?
Nie w słowach, nie w ciele, lecz w blasku,
który drży przez chwilę, nim zniknie –
i w tej chwili jest wieczna

II.

O zmroku cichnie oddech świata
na szybie mgła jak wspomnienie dłoni
W kącie okna – pajęczyna z blasku
drży jak myśl, co nie śmie się odsłonić

Każda nić – to ślad dawnego szeptu,
każda kropla – jak łza zawieszona
Czas – ten tkacz niewidzialny, przędzie
z promienia, z westchnienia, z bezimiennego snu

Dotknąć jej – to zranić ciszę
Zerwać – to zgubić to, co kruche w nas
Więc patrzę, jak drży pod tchnieniem wiatru
ten mały cud między życiem a światłem

I myślę – czyż nie tak wygląda dusza ?
Krucha sieć z tęsknot i wspomnień,
w której zbiera się światło poranków
i cień wieczornego przemijania

*

RAGNATELA – DITTICO

I.

Nella luce del mattino trema un filo d’argento
come il respiro di un cuore che non ha smesso di sognare
Ancora nell’aria aleggia il ricordo di mani,
che intrecciavano il silenzio in un tocco, in una scia d’ombra

Lo so – eri tu a camminare nel giardino del sogno
leggero come la nebbia che non lascia traccia
Il tuo nome si è fermato nella ragnatela
tra la luce e una lacrima di rugiada

Non la tocco – perché questo miracolo si spezzerebbe
fragile come un ricordo quando lo si pronuncia
Scruto soltanto il sole che illumina i suoi fili
come se volesse accendere in essi un ricordo

È così che dura l’amore?
Non nelle parole, non nel corpo, ma nella luce
che trema per un istante prima di svanire –
e in quell’istante è eterna

II.

Al crepuscolo il respiro del mondo si fa silenzioso
sul vetro la nebbia come un ricordo di mani
Nell’angolo della finestra – una ragnatela di luce
vibra come un pensiero che non osa svelarsi

Ogni filo – è una traccia di un remoto sussurro,
ogni goccia – come una lacrima sospesa
Il tempo – questo tessitore invisibile, tesse
di un raggio, di un sospiro, di un sogno senza nome

Toccarla – significa ferire il silenzio
Spezzarla – vuol dire perdere ciò che di fragile è in noi
Così guardo come trema al soffio del vento
questo piccolo miracolo tra la vita e la luce

E penso – non è forse così che appare l’anima?
Una fragile rete di nostalgia e ricordi,
in cui si raccoglie la luce dei mattini
e l’ombra del tramonto che passa

***
ZIMĄ – DYPTYK

I.

Byłam różą twojej zimy
tamtej zimy srogiej
Orzeźwiłam czas zamieci
kropla wiosny błogiej
Drżąc tuliłeś kruche płatki
te czerwone te pachnące
Nie bolało już tak serce
raz draśnięte kolcem

II.

Zimą tuląc się do ognia
zdmuchnę płatki śniegu
Z marzeniami sanną pognam
dotknę szczęścia brzegu
I zobaczę w całej krasie
gwiazdę spadającą
Może wskrzesi starą miłość
już umierającą

*

D’INVERNO – DITTICO

I.

Ero la rosa del tuo inverno
di quell’inverno così freddo
Ravvivavo il tempo della tormenta
una goccia di primavera beata
Tremando stringevi i petali fragili
quei rossi e profumati
Il cuore non faceva più così male
una volta sfiorato dalla spina

II.

D’inverno, accoccolandomi al fuoco
soffierò via i fiocchi di neve
Con i sogni volerò sulla slitta
sfiorando della felicità il confine
E vedrò in tutto il suo splendore
una stella cadente
Forse risveglierà un vecchio amore
ormai morente

***

ŚWIĄTECZNE DRZEWKO

Choinka to nie tylko drzewko,
to magia świąt zamknięta w zielonych gałązkach

cyt. Joanna Krzyżanek

Tamtego roku
świąteczne drzewko
zapachniało inaczej
jakby ktoś dotknął igieł
ciepłą dłonią
i zostawił na nich drżenie

powietrze było miękkie
jak szept, który nie chce ucichnąć
a ja stałam przy tobie
zdumiona,
że świat może unosić się
na jednym oddechu

tamtego roku
choinka nie pachniała lasem
lecz wspomnieniem
które wplatało się we włosy
jak światło
przed którym nie ma ucieczki

i wiem –
że jeśli kiedyś wróci ten zapach
rozpoznam go
po niepokoju
który budzi się we mnie
jak ptak
gdy wymawiam twoje imię

*

L’ALBERO DI NATALE

L’albero di Natale non è solo un albero,
è la magia delle feste racchiusa nei suoi rami verdi.

cit. Joanna Krzyżanek

Quell’anno
l’albero di Natale
profumava diversamente
come se qualcuno avesse sfiorato gli aghi
con una mano calda
lasciandoci un tremore

l’aria era morbida
come un sussurro che non voleva tacere
e io stavo accanto a te
stupita,
che il mondo potesse librarsi
in un solo respiro

quell’anno
l’albero di Natale non profumava di bosco
ma di un ricordo
che si intrecciava ai capelli
come una luce
dalla quale non c’era scampo

e lo so –
che se un giorno tornasse quel profumo
lo riconoscerei
dall’inquietudine
che si risveglia in me
come un uccello
quando pronuncio il tuo nome

***

ROMANTYCZNI MARZYCIELE

Zagubieni na pustyni wielkich miast
niepoprawni romantyczni marzyciele.
Ogień wiary w ich sercach dawno zgasł
a wiatr rozwiał wszystkie złudne ich nadzieje.

Z przylepionym nosem do szyby
wypatrują małej gwiazdki szczęścia.
Bardzo smutni choć weseli na niby
Poszukują na ziemi swego miejsca.

Nie ma nigdzie na ziemi tego miejsca
dla tych samych romantycznych marzycieli.
Nieuchwytny jest dla nich okruch szczęścia
już przed nimi byli tacy co wiedzieli.

Z przyłożonym uchem do ściany
wsłuchują się w stukot kół na szynach.
Ich pociągi jeżdżą na zmiany
po nocnych i dziennych serca bliznach.

Nie ma nigdzie na ziemi tego miejsca
dla tych samych romantycznych marzycieli
Nieuchwytny jest dla nich okruch szczęścia
już przed nimi byli tacy co wiedzieli.

*

SOGNATORI ROMANTICI

Sperduti nel deserto delle grandi città
inguaribili sognatori romantici.
Il fuoco della fede nei loro cuori si è spento da tempo
e il vento ha disperso tutte le loro fasulle speranze.

Con il naso incollato al vetro
cercano una piccola stella di felicità.
Molto tristi, sebbene solo in apparenza allegri,
cercano sulla terra il loro posto.

Non esiste in nessun luogo della terra quel posto
per quegli stessi sognatori romantici.
Per loro è introvabile una briciola di felicità,
prima di loro, altri lo sapevano già.

Con l’orecchio appoggiato alla parete
ascoltano il rumore delle ruote sui binari.
I loro treni viaggiano a turno
sulle cicatrici notturne e diurne del cuore.

Non esiste in nessun luogo della terra quel posto
per quegli stessi sognatori romantici.
Per loro è introvabile una briciola di felicità,
prima di loro, altri lo sapevano già.

***