Komentarz i przekład na włoski Izabella Teresa Kostka.
Commento e traduzione in italiano Izabella Teresa Kostka.
***
Ci sono versi che nascono tra la memoria e il presente, tra il corpo fatto di carne e ossa e ciò che rimane della sua materia, tra la quotidianità più concreta e la materia segreta che continuamente la attraversa. È proprio in questo spazio della sensibilità artistica che nascono i testi del mio ospite di oggi, Bartosz Konopnicki, la cui interessante produzione letteraria desidero farvi conoscere nel ciclo “Focus letterario / Fokus literacki”.
La selezione di testi che vi propongo comprende poesie piuttosto brevi, spesso costruite attorno a immagini apparentemente semplici, nelle quali ogni oggetto quotidiano può diventare il punto di partenza per una domanda più ampia sull’esistenza. È una poesia profondamente fisica, nella quale il corpo viene continuamente evocato attraverso la pelle, il sangue, i polmoni, il muscolo cardiaco, le labbra oppure il respiro. Proprio attraverso il corpo il poeta raggiunge ciò che non può essere afferrato. Il corpo diventa il confine tra la materia e l’assenza, tra ciò che vive e ciò che comincia già a scomparire. Accanto al tema della morte e della memoria compare anche quello del movimento e dell’arresto. Il mondo “è andato avanti / e si è fermato / al punto”, mentre il ponte, il sentiero, il volo degli uccelli, il deragliamento del giorno suggeriscono continuamente un movimento che può essere interrotto in qualsiasi momento. Persino l’autopilota della mente e la quotidianità che “esaurisce / il muscolo cardiaco” indicano una vita che continua a scorrere, sebbene sotto la sua superficie qualcosa si consumi incessantemente. Molto interessante è anche il lessico utilizzato dal poeta: essenziale, spesso aspro, subordinato a un principio di “riduzione” e a una studiata ermeticità. Konopnicki non spiega mai ciò che accade, ma lascia che siano le immagini, le pause e gli spazi bianchi a costruire il significato. Le frasi e i versi possono interrompersi, le immagini si affiancano senza connettivi che ne spieghino ogni rapporto, e tutto questo crea una composizione che sembra svilupparsi attraverso rapidi lampi e un libero fluire di associazioni indipendenti, cioè un flusso di pensieri, un “flusso di coscienza” dall’inglese “stream of consciousness”. Ne emerge una poesia al tempo stesso intima e universale, ambigua e sorprendente, una poesia dell’attesa, della perdita, della memoria e dell’incapacità di fermare il tempo. Sono testi capaci di trovare nel dettaglio più ordinario una sorprendente apertura verso ciò che è sconosciuto, la cui interpretazione può cambiare a seconda della sensibilità e dello stato d’animo del lettore. Leggere queste poesie significa entrare in uno spazio, nel quale il tempo non scorre lungo una linea retta e ciò che sembrava irrimediabilmente trascorso continua a lasciare una traccia e a ritornare. Per Konopnicki il tempo è soprattutto una materia che si deposita sulle cose comuni. Molti testi sono costruiti attorno a un’immagine concreta e a una determinata materia, per esempio i capelli, il cemento, il sangue, la biancheria, il muschio, il vetro, il fumo, ed è proprio attraverso essa che si apre un passaggio verso l’astrazione. La “materia oscura” dell’ultima poesia è precisamente ciò che rimane quando la presenza umana scompare, ciò che occupa lo spazio lasciato dall’assenza. Anche il “punto” in cui il mondo si ferma è, al tempo stesso, un segno tipografico e un simbolo della fine. È proprio questa capacità di identificare il concreto con ciò che è esistenziale a costituire uno degli aspetti più forti della scrittura di Konopnicki. Grazie a essa, un bicchiere quasi vuoto può diventare la misura del nulla, mentre una zanzara che succhia il sangue può trasformarsi nell’immagine di una quotidianità che lentamente, ma inesorabilmente, logora l’essere umano.
In conclusione, direi che la scrittura di Bartosz Konopnicki rappresenta una poetica del “segno umano”, espressa attraverso un’economia essenziale del linguaggio. Versi brevi, enjambement, ripetizioni, sospensioni, una punteggiatura ridotta e il verso stesso, che spesso sostituisce una sintassi precisa: tutti questi elementi contribuiscono a creare il ritmo caratteristico della poesia che oggi vi presento. Le pause e il silenzio, così frequentemente utilizzati dal poeta, aprono davanti al lettore una dimensione nella quale, nonostante l’apparente vuoto, continua a vivere ciò che è già accaduto. Un attimo dopo la morte, un pensiero smarrito, le luci alla stazione, il ricordo dell’infanzia, un sentiero ricoperto di muschio rivelano che tutto può essere perduto, ma il verso stesso può conservarne per sempre la traccia.
Auguro a tutti una splendida lettura.
Izabella Teresa Kostka, ottobre 2026
****
Są wersy, które rodzą się między pamięcią a teraźniejszością, między ciałem z krwi i kości a tym, co pozostaje po jego materialnej powłoce, między najbardziej konkretną codziennością a sekretną materią, która nieustannie ją przenika. W tym właśnie obszarze wrażliwości artystycznej rodzą się teksty mego dzisiejszego gościa, Bartosza Konopnickiego, którego interesującą twórczość pragnę przybliżyć Wam w cyklu “Focus letterario / Fokus literacki”.
Publikowany dzisiaj wybór tekstów to dość krótkie wiersze, często zbudowane z pozornie prostych obrazów, w których jednak każdy zwyczajny przedmiot może stać się punktem wyjścia do szerszego pytania o istnienie. To poezja głęboko fizyczna, a samo ciało jest w niej nieustannie przywoływane jako skóra, krew, płuca, mięsień sercowy, usta, oddech. Właśnie poprzez ciało poeta dociera do tego, czego nie można uchwycić. Ciało staje się granicą między materią a nieobecnością, między tym, co żyje, a tym, co już zaczyna znikać. Obok wątku śmierci i pamięci pojawia się tu także element ruchu i zatrzymania. Świat “poszedł naprzód / i zatrzymał się / w kropce”, a most, ścieżka, lot ptaków, wykolejenie dnia nieustannie sugerują ruch, który w każdej chwili może zostać przerwany. Nawet autopilot umysłu i codzienność, która “wyczerpuje / mięsień sercowy”, wskazują na życie, które toczy się dalej, chociaż pod jego powierzchnią coś się zużywa. Bardzo interesujący jest sam język używany przez poetę: oszczędny, często surowy, podporządkowany zasadzie redukcji i przemyślanej hermetyczności. Konopnicki nie wyjaśnia nigdy tego, co się wydarza, lecz pozwala, by znaczenie budowały obrazy, pauzy i białe przestrzenie. Zdania i wersy mogą się urywać, obrazy sąsiadują ze sobą bez objaśniających wszystko łączników, a wszystko to tworzy kompozycję, która zdaje się rozwijać poprzez szybkie błyski i swobodny tok niezależnych skojarzeń czyli potok myśli “strumień świadomości/ z ang. stream of consciousness”. Wyłania się z tego poezja zarazem intymna i uniwersalna, niejednoznaczna i zaskakująca, poezja oczekiwania, straty, pamięci i nieumiejętności zatrzymania czasu. To teksty zdolne odnaleźć w najzwyklejszym szczególe zaskakujące okno na to, co nieznane, czego interpretacja może zmieniać się w zależności od wrażliwości i nastroju czytelnika. Samo czytanie tych wierszy oznacza wejście w oryginalny pejzaż, w którym czas nie płynie po linii prostej, a to, co wydawało się bezpowrotnie minione, wciąż pozostawia ślad i powraca. U Konopnickiego czas jest przede wszystkim materią, która osadza się na zwykłych rzeczach. Wiele tekstów zbudowanych jest wokół konkretnego obrazu i określonej materii, np. włosów, betonu, krwi, pościeli, mchu, szkła, dymu, i właśnie przez nią otwiera drogę prowadzącą ku abstrakcji. “Ciemna materia” z ostatniego wiersza jest właśnie tym, co pozostaje, gdy znika ludzka obecność, tym, co zajmuje przestrzeń pozostawioną przez nieobecność. Także sama “kropka”, w której zatrzymuje się świat, jest zarazem znakiem typograficznym i symbolem końca. To właśnie ta zdolność do utożsamiania konkretu z tym, co egzystencjalne, stanowi jeden z najmocniejszych punktów pisarstwa Konopnickiego. Dzięki temu niemal pusta szklanka może stać się miarą nicości, a komar pijący krew może przekształcić się w obraz codzienności, która powoli, lecz nieustannie wyniszcza samego człowieka.
Podsumowując, stwierdziłabym, że pisarstwo Bartosza Konopnickiego to wyjątkowo interesująca poetyka “ludzkiego śladu”, wyrażona za pomocą oszczędnej ekonomii języka. Krótkie wersy, przerzutnie, powtórzenia, zawieszenia, ograniczona interpunkcja i sam wers, który często zastępuje konkretną składnię, a wszystkie te elementy współtworzą charakterystyczny rytm prezentowanej dzisiaj poezji. Często używane przez poetę pauzy, cisza i milczenie otwierają przed czytelnikiem wymiar, w którym mimo pozornej pustki trwa nadal to, co już się dokonało. Chwila po śmierci, zagubiona myśl, światła na dworcu, wspomnienie dzieciństwa, ścieżka pokryta mchem ujawniają, że wszystko można utracić, ale sam wers potrafi zachować po tym ślad na zawsze.
Życzę wszystkim wspaniałej lektury.
Izabella Teresa Kostka, październik 2026
***
CHWILĘ PO
Chciałem przeczytać
o włosach
ludzkich
pewien profesor powiedział
że tylko one
pozostają
niezmiennie
jeszcze chwilę
po śmierci
zapomniałem
(z tomu “Wagony do ciszy”)
•
UN ATTIMO DOPO
Volevo leggere
dei capelli
umani
un certo professore disse
che solo loro
rimangono
immutati
ancora per un attimo
dopo la morte
ho dimenticato
(dalla silloge “Vagoni verso il silenzio”)
***
NAPRZÓD
Pewien człowiek napisał
że świat poszedł naprzód
wszystko płynie
i nic się nie zmienia
wszystko przemija
i nic nie zostanie zapomniane
wszędzie nas pełno
i całkowita pustka wokoło
świat poszedł naprzód
i zatrzymał się
w kropce
(z tomu „Wagony do ciszy”)
*
AVANTI
Un certo uomo ha scritto
che il mondo è andato avanti
tutto scorre
e nulla cambia
tutto passa
e nulla sarà dimenticato
siamo dappertutto
e intorno c’è il vuoto assoluto
il mondo è andato avanti
e si è fermato
al punto
(dalla silloge “Vagoni verso il silenzio”)
***
BAJKI
Słuchamy bajek
od urodzenia
rysują kamienny uśmiech
na naszych twarzach
umysł wyłączony
biegnie na autopilocie
zdechła mi ryba
w szklanym oknie
na inny świat
wywinęła kolorowym ogonem
kiedyś zrobiłbym pogrzeb
chociażby w myślach
teraz pod ciężarem bajek
przeszedłem obojętnie
(z tomu “Jak te manekiny”)
*
FIABE
Ascoltiamo fiabe
fin dalla nascita
disegnano un sorriso di pietra
sui nostri volti
la mente spenta
corre con l’autopilota
mi è morto un pesce
alla finestra di vetro
verso un altro mondo
ha mosso la coda variopinta
un tempo avrei fatto un funerale
anche solo nei pensieri
ora sotto il peso delle fiabe
sono passato oltre indifferente
(dalla silloge “Come quei manichini”)
***
GDY KOMAR PIJE KREW
Leżę z okiem
wbitym w gipsową dziurę w suficie
wieczorny komar udaje
że mnie nie widzi
obojętność rozłożyła na łopatki
i już nie puści
codzienność rozlała się
lipcowym zapomnieniem
niebieski dym
pozostawi ślad na ścianach i na płucach
powiesz że jeszcze tyle ci zostało
i możesz coś zrobić
cokolwiek to znaczy
nic nie znaczy
prawie pusta szklanka whisky
komar
pije
moją krew
(z tomu “Jak te manekiny”)
*
QUANDO LA ZANZARA SUCCHIA IL SANGUE
Sono sdraiato con un occhio
conficcato nel buco di gesso del soffitto
la zanzara della sera finge
di non vedermi
l’indifferenza mi ha steso al tappeto
e ormai non mi lascia andare
la quotidianità si è riversata
nell’oblio di luglio
il fumo azzurro
lascerà tracce sui muri e nei polmoni
dirai che ti sarà rimasto ancora tanto
e che potrai fare qualcosa
qualunque cosa significhi
non significa nulla
un bicchiere di whisky quasi vuoto
la zanzara
succhia
il mio sangue
(dalla silloge “Come quei manichini”)
***
Światła na dworcu
mijają bezpowrotnie
pamiętam je tylko dlatego
że migały z dziwną regularnością
nie uciekały
zgubiona kolejna myśl
nie wiem czy ją odczytasz
czy zdążę nakreślić obraz
zdanie chociażby punkt
odniesienia
zapytałaś mnie
co będzie jutro
i czy będzie obiad
koliber
jeśli nie wypije
niemal tyle nektaru
ile sam waży
umiera
(z tomu “Zapisy promieniowania” )
*
Luci alla stazione
passano senza ritorno
le ricordo soltanto perché
lampeggiavano con una strana regolarità
non fuggivano
un altro pensiero smarrito
non so se lo leggerai
se farò in tempo a tracciare un’immagine
una frase almeno un punto
di riferimento
mi hai chiesto
cosa ci sarà domani
e se ci sarà pranzo
un colibrì
se non beve
quasi tanto nettare
quanto pesa
muore
(dalla silloge “Appunti della radiazione”)
***
UŁAMEK ZE SNU
Próbujesz zakonserwować
ten ułamek snu na który
ci pozwoliła
krzyczy
że to niesprawiedliwe
że ma rację
o trzeciej
nad ranem
każdego dnia
sen kolibra jest równie
szybki jak jego lot
i bezgłośny
(z tomu “Zapisy promieniowania” )
*
UN PEZZO DI SOGNO
Cerchi di conservare
quel pezzo di sogno che
lei ti ha concesso
grida
che non è giusto
che ha ragione
alle tre
del mattino
ogni giorno
il sonno di un colibrì è altrettanto
rapido quanto il suo volo
e silenzioso
(dalla silloge “Appunti della radiazione”)
***
Nie wspominałaś że boisz się śmierci
słowa zawiesiłaś w kąciku ust
obserwowałaś
zza parawanu pelargonii na balkonie
jeszcze się trzymasz
połamanych wspomnień sprzed wojny
zawsze mówiłaś że będzie wojna
znów
a my ci nie wierzyliśmy
teraz zarzekasz się że jeszcze potrafisz
że to na pewno tak
a my znów nie
wierzymy
(z tomu “Zapisy promieniowania” )
*
NON DICEVI DI TEMERE LA MORTE
non dicevi di temere la morte
hai sospeso le parole all’angolo delle labbra
osservavi
da dietro il paravento dei gerani sul balcone
ti aggrappi ancora
ai ricordi spezzati di prima della guerra
dicevi sempre che ci sarebbe stata la guerra
di nuovo
e noi non ti credevamo
ora giuri che sai ancora farlo
che è proprio così
e noi di nuovo non
crediamo
(dalla silloge “Appunti della radiazione”)
***
KOŁO
Beton
struktura
człowiek
miasto rozpuszcza się
rozpływa
cisza
jerzyki uciekły
bynajmniej
nie przed słońcem
jaskółki jeszcze
gryzą owady
beton
znów będziesz wracał pamięcią
do tego czasu z dzieciństwa
gdy wszystko było
i gdy wszystko mogłeś
teraz po tylu latach
znów jesteś dzieckiem
i nie możesz
mówić
(z tomu “Zapisy promieniowania” )
*
IL CERCHIO
Cemento
struttura
uomo
la città si scioglie
si dissolve
silenzio
i rondoni sono fuggiti
non certo
dal sole
le rondini ancora
mordono gli insetti
il cemento
tornerai di nuovo con la memoria
a quel tempo dell’infanzia
quando c’era tutto
e quando potevi tutto
ora dopo tanti anni
sei di nuovo bambino
e non puoi
parlare
(dalla silloge “Appunti della radiazione”)
***
CHODŹMY SPAĆ
Różowe paznokcie i łuski świateł
w podróży do tam
i tu
codzienność gubi blizny
wyczerpuje
mięsień sercowy
znów widzę cię na wykolejeniu dnia
spotykam twoje spojrzenie
w połowie mojego słowa
w środkach masowego przekazu
ogłaszają alarm
zorza polarna zaświeci na nocnym niebie
chodźmy spać
(z tomu „Zapisy promieniowania”)
*
ANDIAMO A DORMIRE
Unghie rosa e squame di luci
in viaggio verso là
e qui
la quotidianità perde le cicatrici
esaurisce
il muscolo cardiaco
ti vedo di nuovo sul deragliamento del giorno
incontro il tuo sguardo
a metà della mia parola
sui mezzi di comunicazione
annunciano l’allarme
l’aurora boreale illuminerà il cielo notturno
andiamo a dormire
(dalla silloge “Appunti della radiazione”)
****
ODCIĘCIE
Odrzuca od pierwszych sekund
nietypowe echolalia
bo tak wypada
coś szarpie wierci podgryza
lęk buzujący pod skórą
nieczuły na wyższe dawki prozacu
ściana to nie wyjście
a jednak jedyne rozwiązanie
które teraz widzisz
po latach syn wypowie
był starym egoistą
patrzył tylko na siebie
*
TAGLIO
Rifiuta fin dai primi secondi
echolalie insolite
perché così si deve
qualcosa strattona scava rosicchia
l’ansia che ribolle sotto la pelle
insensibile a dosi più elevate di prozac
il muro non è un’uscita
eppure l’unica soluzione
che tu riesca ora a vedere
anni dopo il figlio dirà
era un vecchio egoista
badava solo a se stesso
***
Gdy latem o świcie
ścieżka za stalowym mostem
była czymś więcej niż tylko
wyprawą po samodzielność
przejmowałaś się
kiedy inne dzieci po drzewach po murach
darły dźwięki kopały nie tylko piłkę
wszędzie pełno
ciebie nie było
tylko ta ścieżka jak zadzior
który przypomina o sobie
w najmniej oczekiwanym momencie
to tam zimorodki pokazywały
na czym polega gra
dźwięki wibrowały
z szerszeniami przy dzikiej jabłoni
odkrywanie śladów dzikich saren
swąd strachu przed ludzką skórą
teraz mówisz że to wszystko
rezonowało i tkwiło
wtedy i potem
szukasz choćby fragmentu
który już dawno zarósł
płatami mchu
*
quando d’estate all’alba
il sentiero oltre il ponte d’acciaio
era qualcosa di più di una semplice
spedizione verso l’indipendenza
ti preoccupavi
quando gli altri bambini sugli alberi e sui muri
laceravano i suoni prendevano a calci non solo il pallone
dappertutto c’era pieno
tu non c’eri
solo quel sentiero come una scheggia
che si fa sentire
nel momento meno atteso
là i martin pescatori mostravano
in cosa consiste il gioco
i suoni vibravano
con i calabroni presso il melo selvatico
la scoperta delle tracce dei caprioli selvatici
il fetore della paura davanti alla pelle umana
ora dici che tutto questo
risuonava e rimaneva
allora e dopo
cerchi anche solo un frammento
che ormai da tempo è ricoperto
da strati di muschio
***
GDY CIEMNA MATERIA
Minęło
jak zawołanie pustułki
krótko i lękliwie
wczoraj jeszcze było
rezonowało
miałeś plan
cisza wpełzła naturalnie
pomiędzy twój oddech
a puste łóżko
tam
już tylko
ciemna materia
niedbale porzucona
pościel z ciężkim
zapachem
*
QUANDO LA MATERIA OSCURA
È passato
come il richiamo di un gheppio
breve e timoroso
ancora ieri c’era
risuonava
avevi un piano
il silenzio si è infilato naturalmente
tra il tuo respiro
e il letto vuoto
là
ormai soltanto
materia oscura
lenzuola abbandonate
in disordine
con un odore pesante
***
