Komentarz i przekład na włoski: Izabella Teresa Kostka.
Commento e traduzione in italiano: Izabella Teresa Kostka.


Molte voci poetiche traggono ispirazione dalle esperienze personali, dalle vicende storiche, dall'infanzia e dal mondo circostante, e tutto questo viene rielaborato in modo individuale, sulla base dello stile, del talento e del modus operandi dell'artista. Lo stesso accade nel caso di Marzanna Kołodziej, originaria della Polonia, i cui dodici componimenti scelti diventano il riflesso dell'eterna metamorfosi dell'essere, della lingua e della realtà. La stessa citazione posta in epigrafe: "Non dipingo l'essere, dipingo il passaggio", può essere letta come una dichiarazione, una sorta di "credo" della poetessa. Il centro della sua scrittura non è infatti il semplice esistere passivo, ma il divenire, il tempo che scorre, la memoria che ritorna, il paesaggio che muta, l'amore che si rinnova, la storia che riaffiora, così come la lingua stessa, che cambia nel momento in cui tenta di esprimere qualcosa e di fissarlo nei versi poetici. È una poesia che non pretende di sottomettere a sé la realtà, ma desidera attraversarla, sapendo bene che ogni tentativo di racchiuderla entro rigide cornici la trasforma e, al tempo stesso, fa sì che la realtà sfugga ai limiti della parola. La lingua stessa è per la poetessa una patria interiore e, infatti, nella poesia "Nascita", afferma: "sono nata nella lingua", collegando la propria identità al paesaggio della Podlachia, alle foreste, alle zone umide, ai fiumi, alle paludi e alle piante selvatiche. La geografia non è soltanto uno sfondo, ma una forma profondamente radicata di memoria e di appartenenza a un luogo, alle proprie radici. Il concetto di memoria, però, non si limita alla dimensione strettamente privata, ma comprende anche quella storica. Nei testi dedicati alla guerra, "I figli della guerra" e soprattutto "Imprevedibile", essa diventa una riflessione familiare sul destino, sulla paura e sulla sopravvivenza, sulla metamorfosi di ricordi dolorosi che, anche dopo molti anni, non possono essere dimenticati. Particolarmente toccante è il ricordo del padre, che soltanto dopo aver compiuto ottant'anni riesce a raccontare la propria esperienza di guerra. Estremamente intima e commovente è anche la poesia "Non sono mai cresciuta dall'infanzia", nella quale l'amore per le immagini della giovinezza, per le strade di campagna dei nonni, per le calde mani delle sorelle, per i laghi, gli insetti e gli animali crea un mosaico emotivo attraverso il quale emergono domande inevitabili: "perché è male essere donna, mamma" e "di cosa devo avere paura, mamma". Le visioni poetiche di Marzanna Kołodziej sono però soprattutto un'eterna trasformazione e un continuo attraversamento dello spazio. Non sono soltanto ricordi, memoria, amore e profonda intimità, ma un viaggio attraverso i luoghi familiari e la cultura europea, le cui tracce ritroviamo in molte delle poesie qui presentate. È una voce poetica radicata in un luogo concreto, ma plasmata dalla filosofia, dal mito, dalla storia, dalla natura, dalla pittura e dalla cultura dell'intero continente, senza per questo perdere la propria identità. I Sumeri e Gilgamesh, Semiramide, Vermeer, Orione e le Pleiadi, la moglie di Lot convivono qui in simbiosi con il caffè mattutino, i fiori di campo, le mele, le pere, la nebbia, le paludi e le mani amorevoli delle persone care. La scrittura di Marzanna Kołodziej oscilla con grazia tra la dimensione universale e quella patria, tra l'arcaico e il contemporaneo, tra la memoria individuale e quella collettiva. Dal punto di vista stilistico, Kołodziej sceglie soprattutto il verso libero, una punteggiatura ridotta e una sintassi fondata sull'accumulo di eventi. I testi si presentano come una successione di immagini, senza la necessità di spiegarle eccessivamente o di collegarle attraverso connettivi logici. Ne scaturisce una forma estremamente fluida, che riproduce il fluire della memoria e della percezione stessa del mondo. Le ripetizioni di "si dissolvono", "ruota", "mondo", "giorno", "lingua", "memoria" infittiscono la costruzione e ritornano, come se ogni loro nuova apparizione aggiungesse un ulteriore significato all'intera strofa. È un procedimento che non si limita alla ricerca del significato, ma si fonda sull'attraversamento incessante, sul passaggio e sulla trasformazione (vedi il motto). E proprio così, le poesie di Marzanna Kołodziej sono un'arte profondamente intesa del passaggio tra ieri e oggi, tra l'infanzia, la memoria e il presente, tra la guerra e la sopravvivenza, tra l'amore e l'infinito tracciato attraverso il simbolo degli "otto", e tra la natura e l'anima umana.

Auguro a tutti una lettura ricca di emozioni.

Izabella Teresa Kostka, settembre 2026


Wiele głosów poetyckich czerpie natchnienie z osobistych przeżyć, doświadczeń historycznych, z dzieciństwa i otaczającego świata, a wszystko to zostaje przetworzone w sposób indywidualny, w oparciu o styl, talent i modus operandi artysty. Tak samo jest w przypadku pochodzącej z Polski Marzanny Kołodziej, której dwanaście wybranych wierszy staje się odzwierciedleniem odwiecznej metamorfozy bytu, języka i rzeczywistości. Sam cytat umieszczony w motcie: "Nie maluję bytu, maluję przejście”, możemy odczytać jako deklarację, czyli swoiste "credo” poetyki. Centrum jej pisarstwa nie stanowi bowiem samo bierne istnienie, lecz stawanie się, płynący czas, powracająca pamięć, zmieniający się pejzaż, odnawiająca się miłość, powracająca historia, a także sam język, który zmienia się wówczas, gdy próbuje coś wypowiedzieć i utrwalić w poetyckich wersach. To poezja, która nie rości sobie prawa do podporządkowania sobie rzeczywistości, lecz pragnie ją przemierzać, wiedząc dobrze, że każda próba ujęcia jej w sztywne ramy zmienia ją, a jednocześnie sprawia, że rzeczywistość wymyka się ograniczeniom słowa. Sam język jest dla poetki wewnętrzną ojczyzną, o której w wierszu "Narodziny” mówi: "urodziłam się w języku”, łącząc swoją tożsamość z pejzażem Podlasia, lasami, mokradłami, rzekami, bagnami i dzikimi roślinami. Geografia nie jest tu tylko tłem, lecz głęboko zakorzenioną formą pamięci i przynależności do miejsca, do korzeni. Samo pojęcie pamięci nie ogranicza się jednak do wymiaru typowo prywatnego, lecz obejmuje również wymiar historyczny. W tekstach poświęconych wojnie "Dzieci wojny” i przede wszystkim "Nieprzewidywalny” , staje się ona rodzinną refleksją nad losem, lękiem i przetrwaniem, nad metamorfozą bolesnych wspomnień, o których nawet po wielu latach nie da się zapomnieć. Szczególnie przejmujące jest wspomnienie ojca, który dopiero po osiemdziesiątce potrafił opowiedzieć o swoim doświadczeniu wojennym. Wyjątkowo intymny i wzruszający jest też wiersz "Nigdy nie wyrosłam z dzieciństwa”, w którym miłość do obrazów z młodości, polnych dróg u dziadków, ciepłych siostrzanych rąk, jezior, insektów i zwierząt tworzy emocjonalną mozaikę, poprzez którą przebijają się nieodłączne pytania: "dlaczego źle być kobietą, mamo” oraz "czego mam się bać, mamo”. Wizje poetyckie Marzanny Kołodziej to jednak przede wszystkim wieczna transformacja i przemierzanie przestrzeni. To nie tylko wspomnienia, pamięć, miłość i głęboka intymność, lecz przede wszystkim podróż poprzez rodzinne miejsca i kulturę europejską, której ślady odnajdujemy w wielu przedstawionych tu wierszach. To głos poetycki zakorzeniony w konkretnym miejscu, lecz ukształtowany przez filozofię, mit, historię, naturę, malarstwo i kulturę całego kontynentu, nie tracący przy tym swojej tożsamości. Sumerowie i Gilgamesz, Semiramida, Vermeer, Orion i Plejady, żona Lota współistnieją tu w symbiozie z poranną kawą, polnymi kwiatami, jabłkami, gruszkami, mgłą, mokradłami i kochającymi dłońmi bliskich. Pisarstwo Marzanny Kołodziej oscyluje z wdziękiem między wymiarem światowym a ojczystym, archaicznym a współczesnym, między pamięcią indywidualną i kolektywną. Pod względem stylistycznym natomiast Kołodziej decyduje się przede wszystkim na wiersz wolny, ograniczoną interpunkcję oraz składnię opartą na nagromadzeniu zdarzeń. Teksty ukazane są jako kolejne obrazy, bez potrzeby nadmiernego wyjaśniania ich czy łączenia za pomocą logicznych spójników. Powstaje w ten sposób bardzo płynna forma, która odtwarza upływ pamięci i samej percepcji świata. Powtórzenia "rozpływają się”, "obraca się”, "świat”, "dzień”, "język”, "pamięć” zagęszczają konstrukcję i powracają, jak gdyby każde ponowne ich pojawienie się dodawało nową warstwę znaczeniową całej strofie. To zabieg, który nie ogranicza się tylko do dotarcia do sedna, lecz opiera się na nieustannym przemierzaniu, przejściu i transformacji (patrz motto). No właśnie, wiersze Marzanny Kołodziej to głęboko pojęta sztuka przejścia między wczoraj a dziś, między dzieciństwem, pamięcią a współczesnością, między wojną a przetrwaniem, miłością a nieskończonością kreśloną “ósemkami” oraz pomiędzy przyrodą a ludzką duszą.

Życzę wszystkim bogatej we wzruszenia lektury.

Izabella Teresa Kostka, wrzesień 2026


“Nie maluję bytu, maluję przejście”
Michel de Mointaigne

PRÓBY

chcesz zajrzeć w świat
od zewnątrz
do wewnątrz
opisać
kłębią się obłoki znaczeń
kiedy już dotykasz chmur 
rozpływają się w powietrzu
słowa bezradne jak poranna rosa zanim zniknie błysną w słońcu
i giną jak ginie głos raz wydobyty z  ciała

znowu zaglądasz w świat
próbujesz opisać
każda próba nieudana
rozpływają się znaczenia 
jak poranna mgła nad szczytami gór
jak czas który zmienia koryta rzek
jak wulkan którego wystygły krater znów żarzy się ogniem
przestrzeń zakochana w przemianie
patrzysz w zachwycie 
stajesz się językiem przejścia prześwietlonym słońcem 
obrosłym mitem (s)tworzenia

( niepublikowany)

*

“Non dipingo l’esistenza, dipingo il passaggio”

Michel de Montaigne

TENTATIVI

vuoi affacciarti sul mondo
dall’esterno
verso l’interno
descriverlo
si accalcano nubi di significati
quando ormai sfiori le nuvole
si dissolvono nell’aria
parole impotenti come la rugiada del mattino prima di svanire brillano al sole
e svaniscono come muore la voce una volta uscita dal corpo

di nuovo guardi nel mondo
provi a descriverlo
ogni tentativo fallisce
si dissolvono i significati
come la nebbia mattutina sulle cime dei monti
come il tempo che muta gli alvei dei fiumi
come un vulcano il cui cratere spento torna ad ardere di fuoco
lo spazio innamorato della trasformazione
guardi rapito
diventi linguaggio del passaggio attraversato dal sole
ricoperto dal mito della (c)reazione

(inedito)


jeden dzień

otworzyć dzień wierszem
jak się otwiera prastare księgi Sumerów
o poszukującym nieśmiertelności Gilgameszu
w świecie między Tygrysem a Eufratem
w naszym świecie między 
pragnieniami i tęsknotami
za czymś większym od nas samych
zachwycić się wiszącymi ogrodami Semiramidy
wierzyć codziennie 
od nowa 
w cuda
wynalazek pisma i koła
które nie obracają się w popiół 
nie tracić wiary
w moc słowa
siłę wiersza
nieśmiertelność

(Z tomiku ” Rozrzucone”)

*

un giorno

aprire il giorno con una poesia
come si aprono gli antichi libri dei Sumeri
su Gilgamesh alla ricerca dell’immortalità
nel mondo tra il Tigri e l’Eufrate
nel nostro mondo tra
sogni e nostalgie
per qualcosa di più grande di noi stessi
meravigliarsi dei giardini pensili di Semiramide
credere ogni giorno
di nuovo
nei miracoli
nell’invenzione della scrittura e della ruota
che non si trasformano in cenere
non perdere la fede
nella forza della parola
nella forza della poesia
nell’immortalità

(Dalla raccolta “Sparsi”)


siódme niebo

przepuszczam przez skórę 
ciepło
bliskość rozlewa się 
w okolicach serca

rozmawiamy
nic nie zastąpi 
rozmowy
w rozmowie
splatają się słowa 
i ręce
czułe spojrzenia 
wnikają w duszę

wchodzę w świat
świat mieści się 
w twoich ramionach

nie chcę innego świata

lecę w błękit

(Z tomiku “Rozrzucone”)

*

settimo cielo

lascio passare attraverso la pelle
il calore
la vicinanza si diffonde
intorno al cuore

parliamo
nulla può sostituire
il dialogo
nel dialogo
si intrecciano le parole
e le mani
sguardi teneri
penetrano nell’anima

entro nel mondo
il mondo sta
tra le tue braccia

non voglio un altro mondo

volo verso l’azzurro

(Dalla raccolta «Sparsi»)


narodziny

urodziłam się w języku
dźwięczniejszym niż śpiew poranka
z duszą przyklejoną do podlaskich horyzontów
z tajemnicą mozaiki lasów i mokradeł
z jeziorami rozlanymi pod powieką

urodziłam się 
w chropowatości zdań
krętych jak koryta rzek
wyrastających z grząskich bagien i zapadlisk
z dzikich łąk porośniętych pokrzywą i splątanym chmielem
z nieujarzmioną historią 
narodzin i śmierci
wojny i pokoju
z historią miłości

noszę w sobie język
jeden gwałtowny oddech pamięci
trzęsawisko nieodkrytego piękna

(niepublikowany)

*

nascita

sono nata in una lingua
più sonora del canto del mattino
con l’anima incollata agli orizzonti della Podlachia
con il mistero del mosaico dei boschi e delle zone umide
con laghi riversati sotto le palpebre

sono nata
nella ruvidità delle frasi
tortuose come gli alvei dei fiumi
che nascono da paludi fangose e voragini
da prati selvaggi ricoperti di ortiche e luppolo aggrovigliato
con una storia indomita
di nascite e morti
di guerra e di pace
con la storia dell’amore

porto dentro di me una lingua
un unico respiro impetuoso della memoria
una palude di beltà inesplorata

(inedita)


dzieci wojny

gdzieś dalej była sobota
wolna od trosk
z czasem wysmaganym wolnością
beztroską zawieszoną pod niebem 
bez ciężkich słów niepamięci
z melodią zielonego dzieciństwa
a we śnie wichry
deszcz ulewny
myśli spod końskich kopyt jak 
galopujący w nieznane czas
tuż za domami 
w mrocznych lasach
w piaskach pustyni 
wyrastający spod ciemnej ziemi  mchem o kolorze ciszy
kamieniem pokrytym piaskiem
zapachem świeżego mleka
z miski czarnego kota
opowieścią znad mgły poranka

dzieci bez głosu
cienie prężące się nocą
na niebie bez gwiazd
budzą żyjących
patrzą nieruchomo

(niepublikowany)

*

figli della guerra

da qualche parte più in là c’era il sabato
libero dalle preoccupazioni
con il tempo flagellato dalla libertà
la spensieratezza sospesa sotto il cielo
senza le parole pesanti dell’oblio
con la melodia di un’infanzia verde
e nel sonno
venti impetuosi
pioggia torrenziale
pensieri nati sotto gli zoccoli dei cavalli come
il tempo che galoppa verso l’ignoto
proprio dietro le case
nelle foreste oscure
nelle sabbie del deserto
spuntando dalla terra scura
con muschio del colore del silenzio
una pietra ricoperta di sabbia
con il profumo del latte fresco
dalla ciotola di un gatto nero
un racconto venuto dalla nebbia del mattino

figli senza voce
ombre tese nella notte
nel cielo privo di stelle
svegliano i vivi
guardano immobili

(inedita)


Alla prima

opowiedz snem
szmaragdową farbą
niemożliwe do opowiedzenia
pokryte kłębkami kurzu
głęboko ukryte tęsknoty
dawno zaginione w czasie światy
jednym pociągnięciem pędzla
zamaluj czerń nocy
wyjmij z szarej nicości
jak się wyjmuje z koszyka
dojrzałe latem jabłka
jasny dzień
muśnięty alabastrem wschodu
blaskiem z obrazów Vermeera
wszystkimi językami nadziei
jasny dzień podążający za jasnym dniem
głęboki jak zieleń malachitu
delikatny jak szum morza
opowiadający lepszą historię świata
alla prima przyszłości
kompozycja otwarta
śnij

(Z tomiku “Prze-Błysk”)

*

Alla prima

racconta con un sogno
con il colore dello smeraldo
ciò che non si può raccontare
ricoperto da gomitoli di polvere
i desideri profondamente nascosti
i mondi perduti da tempo nel tempo
con un solo colpo di pennello
dipingi di nero la notte
tira fuori dal grigiastro nulla
come si tirano fuori dal cesto
le mele mature d’estate
il giorno luminoso
sfiorato dall’alabastro dell’alba
dallo splendore dei quadri di Vermeer
in tutte le lingue della speranza
un giorno luminoso che segue un giorno luminoso
profondo come il verde della malachite
fragile come il fruscio del mare
che racconta una storia migliore del mondo
alla prima del futuro
composizione aperta
sogna

(Dalla raccolta “Ri-flesso”)


nieprzewidywalny

tylko raz
dopiero po osiemdziesiątce
opowiedział o czasach
kiedy noc nie mogła oderwać się od dnia
a dom blisko lasu
przestał być bezpieczny
mówił wolno
o wojnie
o Niemcu który otworzył piwnicę
skrywającą pięcioro dzieci
strachu pęczniejącym w gardle
karabinie i cukierkach

wtedy wierzył w
nagłą i niespodziewaną
potem niczego już się nie bał
całe życie
pamiętał smak niemieckich cukierków

w ciemnej piwnicy wypełnionej strachem i ciszą
tak przejmującą jak może być przejmujący sen o śmierci
rodził się nieprzewidywalny los
mojego ojca

(niepublikowany)

*

imprevedibile

una volta soltanto
solo dopo gli ottant’anni
ha raccontato dei tempi
in cui la notte non riusciva a staccarsi dal giorno
e la casa vicino al bosco
aveva smesso di essere un posto sicuro
parlava lentamente
della guerra
di un tedesco che aveva aperto la cantina
che nascondeva cinque bambini
della paura che gli si gonfiava in gola
del fucile e delle caramelle

allora credeva nell’
improvviso e nell’inaspettato
poi non ha più avuto paura di nulla
per tutta la vita
ha ricordato il sapore delle caramelle tedesche

nella cantina buia colma di paura e silenzio
così straziante come può esserlo un sogno di morte
nasceva il destino imprevedibile
di mio padre

(inedita)


ósemki

obracają się ciała niebieskie
w nieprzeniknionych nocach 
i dniach nieznanych 
obraca się życie
jak w nieprawdopodobnych chwilach jutra

kiedy co noc
Orion uwodzi Plejady
światło rozjaśnia mrok
namiętność księżyca do gwiazd
budzi pożądliwość przelotnych kochanków
właśnie wtedy w Twoich oczach
obraca się nasza miłość
która pamięta początek
i nie chce znać końca

bliżej nieba
słyszymy rytm własnych serc
obracają się ciała niebieskie
obraca się nasza miłość
kreśli ósemki

(Z tomiku “Rozrzucone”)

*

otto

ruotano i corpi celesti
nelle notti impenetrabili
e nei giorni sconosciuti
ruota la vita
come negli istanti improbabili del domani

quando ogni notte
Orione seduce le Pleiadi
la luce schiarisce l’oscurità
la passione della luna per le stelle
risveglia il desiderio degli amanti di passaggio
proprio allora nei tuoi occhi
ruota il nostro amore
che ricorda l’inizio
e non vuole conoscere la fine

più vicini al cielo
ascoltiamo il ritmo dei nostri cuori
ruotano i corpi celesti
ruota il nostro amore
disegna degli otto

(Dalla raccolta “Sparsi”)


marzenia pod lupą

rano prawda miesza się z zapachem kawy
ontologia poranków
później nie ma już czasu 
na teorię bytów

rzeczywistość nasycona rzeczami i codziennością
pospieszana attosekundami
rozbija się o sen 
płytki
zbyt krótki
przerywany bezdechem
skurczami serca

wieczorem prawda
miesza się z migotaniem gwiazd

wszechświat za oknem
boty penetrują marzenia
prawda jak sen 
przygląda się światu
zastyga w zdumieniu
niczym żona Lota

( Z tomiku “Rozrzucone”)

*

sogni sotto la lente

al mattino la verità si mescola al profumo del caffè
l’ontologia dei mattini
poi non c’è più tempo
per la teoria degli esseri

la realtà intrisa di cose e quotidianità
incalzata dagli attosecondi
si infrange contro un sogno
superficiale
troppo breve
interrotto dall’apnea
dalle contrazioni del cuore

la sera la verità
si mescola al tremolio delle stelle

l’universo fuori dalla finestra
i bot penetrano nei sogni
la verità come un sogno
scruta il mondo
si irrigidisce nello stupore
come la moglie di Lot

(Dalla raccolta “Sparsi”)


Nawłoć a dusza

czarny bez się czerni
szyszki
przykurzona zieleń
czas wzbiera jesienią
nasiąka wiatrem

zwykła kolej rzeczy
bez rzeczy

serce kipi naturą
jeszcze chwila
wpuszczę wolność
pod wrzosowiska
pod leśne ostępy
bezdroża
pod mech wszechrzeczy
bez rzeczy
poszukam duszy 
w żółtych kwiatach nawróci

przebieram nogami

(Z tomiku “Prze-Błysk”)

*

Verga d’oro e anima

il sambuco nero si fa nero
le pigne
il verde impolverato
il tempo aumenta in autunno
si impregna di vento

il normale corso delle cose
senza cose

il cuore ribolle di natura
ancora un attimo
lascerò entrare la libertà
sotto le brughiere
sotto i recessi del bosco
nelle terre senza sentieri
sotto il muschio di tutte le cose
senza cose
cercherò l’anima
nei fiori gialli tornerà

scalpito

(Dalla raccolta “Ri – flesso”)

*** 💥

nigdy nie wyrosłam z dzieciństwa
z polnych dróg dziadków
ciepłych siostrzanych rąk
z zachodów słońca nad jeziorem
brzęczały słodko pszczoły
opowieści sączyły się w krew

dlaczego źle być kobietą mamo

drzewa szumiały nad głową
słyszałam tyle sekretów
co się może zdarzyć
między mężczyzną a kobietą
jaskółki krążyły nisko
kot nigdy nie wróżył nic złego

czego mam się bać mamo

powietrze takie lepkie
złote kłosy schylają się nad ziemią
spadają czerwone płatki dzikich róż
przekraczam rzekę wspomnień języka
biegnę wśród falujących łąk

(Z tomiku “Jak gdyby”)

*

non sono mai cresciuta fuori dall’infanzia
dalle strade di campagna dei nonni
dalle calde mani delle sorelle
dai tramonti sul lago
le api ronzavano dolcemente
i racconti filtravano nel sangue

perché è male essere donna, mamma

gli alberi stormivano sopra la testa
sentivo tanti segreti
su ciò che può accadere
tra un uomo e una donna
le rondini volavano basse
il gatto non aveva mai predetto nulla di male

di cosa devo avere paura, mamma

l’aria così appiccicosa
le spighe dorate si chinano verso terra
cadono petali rossi di rose selvatiche
attraverso il fiume dei ricordi della lingua
corro tra i prati ondeggianti

(Dalla raccolta “Come se”)


Pisać pamięcią

pojawiają się nagle
świtaniem chmur
narastają Czasem
wyraziste jak wyrazista jest chwila obecna 
wydają się prawdziwe
nawet prawdziwsze od wczoraj
kosze pełne zapachów
dojrzałego lata
wybujałe słońcem i deszczem trawy
z biedronkami wzlatującymi prosto do nieba
chabry z postrzępionymi płatkami 
piękne choć śmiertelnie trujące tojady zatrzymane w kiedyś
i one 
gruszki cukrówki rozpalające emocje
wspomnienia toczące się
jak zielone kosztele w sadzie dziadków

ciepło wczesnego południa 
zaczyna smakować jak tamto lato
pełne plastrów miodu
które dziś tak ogrzewają serce

mogę pisać pamięcią

( niepublikowany)

*

Scrivere con la memoria

appaiono all’improvviso
come l’alba delle nuvole
crescono col Tempo
nitide come è nitido il momento presente
sembrano vere
persino più vere di ieri
cesti colmi dei profumi
della tarda estate
erbe cresciute rigogliose di sole e di pioggia
con coccinelle che si alzano in volo dritte verso il cielo
fiordalisi dai petali sfrangiati
bellissimi, anche se velenosi fino alla morte, gli aconiti, rimasti fermi in un tempo lontano
e anche esse
pere zuccherine che accendono emozioni
ricordi che rotolano
come le verdi koszele nel frutteto dei nonni

il calore del primo mezzogiorno
comincia ad avere il sapore di quell’estate
colma di favi di miele
che ancora oggi scaldano tanto il cuore

posso scrivere con la memoria

(inedita)